Arkadiusz Stosur zwycięzcą konkursu na najlepszy esej o Rosji!
14.09.2011
"Moje dwie ojczyzny, czyli życie obok Rosji i Rosjan, albo jak zostałem Rosjaninem i nie żałowałem tego"
1. Kraina niemożliwości.
2. Popatrz, patrz!
3. Obcy obok siebie.
4. Oceany języka.
5. Uściski i obelgi.
6. Zbyt duże ubranie.
7. Pęknięte lustra.
8. Rury, hałdy i złoża.
9. Spalone książki.
10. Prognoza pogoda.
Kraina niemożliwości.
Żyjemy w różnych ojczyznach. Szukamy miejsca dla siebie, by ukryć niepokoje i troski, ale także by snuć marzenia i wymyślać przyszłość. Nie zawsze tak jest, zwykle burzymy w krótkim czasie, a przecież budowaliśmy przez lata w trudzie i uniesieniu. Ale czy można mieć dwie ojczyzny? Jedną obok drugiej, blisko, żyjące jak dwa serca w jednym organiźmie. Podjąłem tę trudną próbę. Urodzony na południu Polski zapragnąłem być Rosjaninem.
Ale co to znaczy zostać Rosjaninem? Zastanówmy się.
Rosja to kraj ogromnych możliwości i przepastnych niemożliwości. Kontrastów i podobieństw. Wielkiego szczęścia i ogromnej nędzy. Być Rosjaninem to akceptować siebie na przekór wszystkiemu. Próbować dokonać niemożliwego. To słuchać naraz świstu wiatru, szumu rzeki i huku spadającej lawiny. To mówić wieloma językami o jednej sprawie. To patrzeć na słońce i księżyc jednocześnie.
Popatrz, popatrz!
Szukamy coraz dalej, ale można bliżej. Obok za granicą jest sąsiad. Każdy z nas jest przypisany do środowisk, gdzie urodził się, gdzie odkrywał świat, nazywał rzeczy, poznawał ludzi. Ma przecież swoją odrębną drogę rozwoju, podejmuje trud wkomponowania tradycji w nowoczesność, którą współtworzy. Każda ojczyzna ma swoje własne cechy, jest światem osobnym.
Rosja rozwija się dynamicznie. Jest silna gospodarczo i politycznie. Lecz jej pozycja na arenie międzynarodowej nie odpowiada jaj aspiracjom i potędze ekonomicznej. Warto na Rosję patrzeć, obserwować jej przemiany i uczyć się. Warto.
Obcy obok siebie.
Niemniej Rosjanie pozostają dla większości Polaków obcymi. Patrzymy na siebie z obu stron granicy, a każdy obawia się zrobić pierwszy krok, by zbliżyć się do siebie. Każdy z nas jest przypisany do środowisk, gdzie urodził się, gdzie odkrywał świat, nazywał rzeczy, poznawał ludzi. Ma przecież swoją odrębną drogę rozwoju, podejmuje trud wkomponowania tradycji w nowoczesność, którą współtworzy. Każda ojczyzna ma swoje własne cechy, jest światem osobnym. Lecz są bliskie sobie na obszarze pogranicza.
Tu bada się proporcje, odważa miarą tradycji każde słowo. Tu rodzą się opowieści o starej kulturze, która nie umiera, odradza się wraz z każdym nowym człowiekiem. Tu pielęgnowane są marzenia o jedności i przyjaźni, która łączy i pozwala egzystować obok siebie różnym kulturom i religiom.
Pogranicze wchłania różnice, łączy i sprzeczne elementy kulturowe, miesza różnorodne przekonania i pragnienia, pozwala zbudować świątynię nowego domu na fundamencie wartości silnie zakorzenionych w miłości do ziemi, rodziny i do Boga.
Różnice pomiędzy kulturami zacierają się w pogranicznej tęsknocie za jednością. Bo tutaj jedna rzeka płynie dla wszystkich narodów, dzwon świątyni zwołuje wiernych po obu stronach granicy, ludzie tu rozumieją się i szanują nawzajem. Mają te same problemy. Sąsiedzi odwiedzają się i pomagają sobie.
Oceany języka.
W języku jesteśmy wciąż obcy. Być może zabrakło wspólnoty literackiej, wymiany opinii, sądów, wspólnego śmiechu i płaczu. Pomieszanie języków stało się przekleństwem zuchwałych ludzi, piętnem nowoczesnego piekła. Dopiero współczesność zbudowała możliwość porozumiewania się poza językiem, mową serca, głosem dobrych uczynków, alfabetem szacunku i pokory. Na pograniczu żyją ludzie w ciszy i w zgodzie ze sobą. Tutaj spotykamy braci Rosjan, wspieramy się wzajemnie. Język jest czuły, ma różne rejestry – potrafi skrzywdzić, ale I przełamać bariery. Nie potrafiliśmy się długo nauczyć języka Rosjan. Tego prawdziwego - języka rosyjskiej duszy. Naiwnie wierzyliśmy, że czas uzupełni nasze błędy. Jednak nasz język był inny, niż Rosjan. Wysublimowany, rozumowy, ciężki jak kamień i pusty, jak nie zapisana kartka papieru. A Rosjanie kochając życie mówili narzeczem rubasznym, krotochwilnym i śpiewnym.
Uściski i obelgi.
Zbyt często Polacy giną w przyjacielskich uściskach silnych Rosjan. A jednocześnie słyszą po rosyjsku wołanie o pomoc i obelgi.
Wiktor Jerofirejew w 1996 roku opublikował w prasie rosyjskiej przewrotny i ciekawy artykuł „Gdybym był Polakiem”. Pisze w nim : „ Gdybym był Polakiem to wszystkim, co rosyjskie, gardziłbym i nienawidził tego nieskończenie. To chaos, brud, śmietnik świata – a do tego cały świat chcą przerobić na swój obraz i podobieństwo [...].
Gdybym był Polakiem, nie wierzyłbym w żadne pieriestrojki, ponieważ wiedziałbym od samego początku, że nie sami Rosjanie wyzwolili się z komunizmu, tylko wszystko rozpadło się pod naciskiem Ameryki [...]
Gdybym był Polakiem, myślałbym, że Rosjanie nie robią nic innego, tylko myślą o Polsce. O tym, jak nas na nowo najechać [...]" (В. Ерофеев, „Бубь я поляком...”, "Московские новости" 1995, nr 36). To ważne, że żyliśmy przesądami i przedsądami na tematy Rosjan. Zawsze wiedzieliśmy lepiej czego chcą Rosjanie. Zawsze też przedstawialiśmy się, jako słabsi wobec epicko odmalowanej z rozmachem rzekomej potęgi Rosji.
Zbyt duże ubranie
Może to właśnie jest to zbyt duże ubranie, jakie skroiliśmy dla siebie z mitów, oczekiwań, ambicji i nadziei. Może. Ważne są wartości, które zbliżają. To one kształtują współczesne oblicze pogranicznych miejscowości, wyznaczają drogę ich rozwoju. Wartości rodziły się na gruncie wiary kultywowanej przez przodków, a przejmowanych przez nowe pokolenia. To w zborach, cerkwiach, synagogach i świątyniach pojawiła się zapowiedź pojednania.
Ważne są też marzenia. Te skromne i piękne. O jedności i zrozumieniu. Właśnie te marzenia to owoc troski o zaprzyjaźnione ojczyzny, które są coraz bliższe sobie. Te dwa kraje, Rosja i Polska łączą wiele ojczyzn, małych i pięknych, wśród lasów, jezior i gór. To przyroda odmienia los człowieka, który zaczyna marzyć, zbliżać do nieba oczekiwaniem zbawienia wszystkich ludzi. Na ziemi pozostaje nam budować namiastkę raju. Raju na naszą miarę - wystarczy sąsiedzka dobroć i przyjaźń. A zacząć trzeba właśnie tu, na pograniczu.
Pęknięte lustra.
Czy to się może udać? Nie wiem. Trzeba bronić ideałów. Odrodzenie zaczyna się we wspólnocie ludzkich nadziei. Ona jest centrum tego świata, który istnieje bez centrum i bez czasu. Tu rytm wyznacza każda potrzeba istnienia w kręgu innych ludzi. Tu życie polega na dzieleniu się dobrym słowem, na zacieśnianiu więzów przyjaźni.
To tutaj, na obszarze pogranicza, wymieniamy się poglądami w różnych językach, jednak mamy podobne marzenia. Skarbem ukrytym na roli jest sąsiedztwo, którego istota i wymiar przestrzenny zmienia się z upływem czasu. Ten skarb jest pilnie strzeżony przez miejscowych miłośników tradycji.
A jednak po obu stronach granicy są pęknięte lustra. Tak określiłbym w opisowy sposób syndrom utraconej samokontroli i autoironii. Rosyjski pisarz i filozof Mikołaj Strachow tak diagnozował problem stosunków polsko – rosyjskich: "Polacy wzburzeni są przeciwko nam jako naród wykształcony przeciwko narodowi mniej wykształconemu, czy wręcz zupełnie niewykształconemu. (…) Aby przekonać się o istocie tej przyczyny jako składowego elementu wrogości, wystarczy tylko uświadomić sobie, iż naród polski ma pełne prawo stawiać siebie w rozwoju cywilizacyjnym na równi z innymi narodami europejskimi i że wątpliwe jest, by mógł na nas patrzeć inaczej, niż na barbarzyńców [...]
A my? Kim jesteśmy my – Rosjanie? Nie oszukujmy siebie, postarajmy się zrozumieć, jak patrzą na nas Polacy i w ogóle Europejczycy. Oni do tej pory nie zaliczają nas do swojej najświętszej rodziny, mimo naszych wysiłków, by do niej przystać. Nasza historia dokonywała się oddzielnie. Nie dzieliliśmy z Europą ani jej losu, ani jej rozwoju.(…). Nie możemy pochwalić się naszym rozwojem i nie śmiemy stawiać siebie na równi z innymi, bardziej szczęśliwymi narodami.”. To niezwykle przenikliwe, prawdziwe i sugestywne wyznanie.
Rury, hałdy i złoża.
Wydaje się, że Rosja żyje teraz bogactwem. To najlepszy okres w jej dziejach. Rury, hałdy i złoża pną się w każdym zakątku tego wieloetnicznego konsorcjum dobrobytu. Ale Rosjanie nie wiedzą, jak spożytkować ten dobrobyt. Stąd i wielka bieda i wzrastające dysproporcje ekonomiczne. To nie jest błąd Rosjan. To problem, którego nie potrafią dotychczas rozwiązać. Szukają modelu państwa, które udźwignęłoby ogromny obszar i wielką ilość ludzi w solidnych ramach politycznych i gospodarczych. Świat obserwuje Rosjan z zaciekawieniem i nadziejami. Przyłącza się do nich Polska. Obiecujemy sobie, że skorzystamy na rosyjskim dobrobycie ofiarując własne zaangażowanie. I przyjaźń.
Spalone książki.
Pamięć to rzecz dobra. Jednak w tej pamięci winien pamiętać porządek. Warto z niej korzystać z rozsądkiem i umiarem. Pamięć jest archiwum nadziei, zwycięstw i porażek. Budowa wspólnej pamięci dwóch narodów, polskiego i rosyjskiego to zadanie dla następnych pokoleń. Dlatego warto zapomnieć, by móc pamiętać na nowo. Może warto spalić kilka ksiąg nienawiści, aby stworzyć solidną bibliotekę nadziei. To ona może stać się wspólnym skarbem..
Prognoza pogody.
A na koniec nie mogę sobie odmówić odpowiedzi na przywołany artykuł Wiktora Jerofiejewa . Zatem,
Szanowny Wiktorze Władimirowiczu,
jak bratu bratu dłoń podaję. Wybaczam i proszę o wybaczenie. Bo wiem, że gdybym był Rosjaninem …
… czytałbym polskie książki i gazety,
… jeździłbym na wakacje do Polski,
… słuchałbym Czajkowskiego i Chopina,
… piłbym wyborową i żytnią,
… wierzyłbym, że Rosjanie znów będą mistrzami świata w hokeju
… pisałby listy do prezydenta Miedwiediewa,
… uczyłbym się obcych języków,
… nie wierzyłbym w nic, co nie da się przeliczyć na pieniądze,
… czułbym się panem świata,
…byłbym bardzo szczęśliwy …
Arkadiusz Stosur