"O duszy" Katarzyny Roman - drugie miejsce w konkursie na najlepszy esej o Rosji

15.09.2011
7833.jpg

Rosja – trudne sąsiedztwo, czy bratnia dusza

Pozbyć się wszystkich stereotypów o Rosji? Pełne szaleństwo o coś takiego prosić, zupełnie nierealne, niemożliwe. Ruski pije wódkę, je kawior, zapija go ruskim szampanem „szampanskoje igristoje”. Do tego zawsze ma na głowię czapkę uszankę, na nogach walonki, nawet w lipcu, nawet w podążającej za modą Moskwie. Ruski zazwyczaj tańczy „kozaczka”, a właściwie to kogo by interesowało jak ten taniec się nazywa, po prostu tak śmiesznie ugina nogi (w przysiadzie) w rytm melodii brzmiącej mniej więcej: hej, hej! Opa! Kaaaaalinka. No, ewentualnie gra na bałałajce i śpiewa koniecznie rzewne i tęskne piosenki. A jak z Rosji coś przywieźć to matrioszkę, zupełnie sztucznie wykreowany symbol tego kraju. I ruski to ruski, nawet jeśli jest Ukraińcem czy Białorusinem a z Rosją ma tyle wspólnego co Słowak z Czechem. Rosja jest wielka, dzika, zupełnie niecywilizowana. Potężna, straszna. Rosja to niedźwiedź.

Moim zadaniem nie jest teraz obalenie po kolei każdego z tych mitów, bo i po co? Sama stosuję takie uproszczenia w stosunku do państw i narodów, o których wiem niewiele. Gdyby ktoś zapytał mnie teraz np. o skojarzenie z Hiszpanią, zamknęłabym oczy i powiedziała: widzę byki, rozpędzone, biegnące i pomidory wszędzie wokół rosną. I dlaczego mam rezygnować z takiej uproszczonej wizji, skoro z jakiegoś powodu wybrałam Rosję a nie Hiszpanię. Oczywiście sytuacją idealną byłoby wiedzieć o wszystkich wszystko. Ale niestety nie jest każdemu dane posiąść tak szeroką wiedzę na każdy temat, choć ubolewam nad tym każdego dnia.

Stereotypy porządkują nam życie, sprawiają, że ten potwornie żmudny i trudny proces poznawczy jakim jest myślenie staje się prostszy. Wiadomo, znikąd się nie biorą. Czasem donikąd prowadzą, a czasem powodują dużo zła. Bo już np. nie lubić jakiegoś narodu z założenia, z zasady, z dogmatu czy z głupoty to skrajny bezsens, z którym ani się zgodzić nie mogę ani też w ciszy nie przyjmę słów typu Ruskich to ja nie lubię za krzywdy, które nam wyrządzili, Cyganów to bym wystrzelał, a Żydom ufać nie należy. Nie będę dalej szła w ten banał. Starajmy się zrozumieć tych, którzy mają powód do negatywnych emocji w czyimś kierunku. Bo nie chodzi o to żeby wybielić wizerunek sąsiada. Ofiarom reżimu oraz systemu nie mamy prawa powiedzieć nie patrzcie wstecz, zapomnijcie. Trochę absurdalny jest taki postulat młodego pokolenia.

Wróćmy jednak na chwilę do wizerunku ruskiego. Im w to graj! W ten sposób wykreowany wizerunek sprawia, że nasz słowiański sąsiad zbudował sobie taką tożsamość. U nas pejoratywnie ruski to u nich zupełnie neutralnie, czy czasem wręcz dumnie brzmi. Ruskij czełowiek. Szyrokaja dusza. Oj szyrokaja! Szyrokaja jak szyrokij step. No i teraz niech ktoś mi odpowie, po co walczyć z tym wizerunkiem niedźwiedzia w czapce uszance? Bez takich sztamp i klisz chyba byłoby nudno. Wszystko co obiektywne i ostrożne jest, z przykrością to stwierdzam, nudne. Potrzebne, jak najbardziej, jak najwięcej, ale i nudne.

Ostatnimi czasy, za sprawa jednej z bardzo popularnych stron internetowych (tych co to mają wbrew wszystkiemu i wszystkim, buntowniczo i nihilistycznie demotywować nas zamiast motywować) popularność zyskał kolaż zdjęć z niedźwiedziami oraz pijanymi w sztok mężczyznami, z podpisem „Rosja to stan umysłu!”. Już abstrahując od tego, że część z tych zdjęć na 100% nie jest zrobiona na terytorium Rosji, nie zgodzę się co meritum tej super (z założenia) trafnej puenty. Rosja to nie stan umysłu. Ha! Ja bym powiedziała, że Rosja to przede wszystkim stan ducha.

Otóż, jak pisał poeta: Rozumem Rosji nie ogarniesz, I zwykłą miarą jej nie zmierzysz, postać szczególną ona ma, w Rosję można tylko wierzyć. Dotykamy tu bardzo ważnej dla zrozumienia Rosji oraz Rosjan kwestii. Pomijając zawartą w wierszu tendencje Rosjan do kreowania się na naród wyjątkowy, wyobcowany, niezrozumiany, Tiutczew dotyka w tym czterowierszu sprawy wiary postawionej w opozycji do rozumu. Iluż z wybitnych późniejszych twórców potwierdza tak postawioną tezę, a ilu wcześniejszych sprowokowało poetę do wysnucia takiej teorii. Cała myśl społeczno-filozoficzna Rosji kształtująca się najintensywniej w XIX wieku opiera się właśnie na stwierdzeniu, ze rozum ogarnąć Rosji nie jest w stanie. Rosja to idealizm, idea, sacrum i bezwzględna wiara. W Rosji możliwe są rewolucje.

Zachodnioeuropejski uniwersalizm racjonalizmu to wielce nudna rzecz. I nie chodzi mi o racjonalizm w obszarze nauki, bo byłby to nonsens, ale tak po prostu o życie ludzkie, o ten kłopot z którym każdy z nas walczy codziennie. A, z którym Rosjanie walczą według mnie w sposób wyjątkowo pociągający, wręcz brawurowy. Walczą kpiną, szyderstwem, ironią. Ich emocjonalność, niestabilność i nieprzewidywalność, oraz skrajności jakimi operują przyciągają i odpychają. Jest coś prawdziwego w ludziach, którzy nie starają się za wszelką cenę wszystkiego wyjaśniać i motywować, i którzy nie poddają się tak łatwo unifikacji. Jest coś niezwykle pociągającego w społeczeństwie, które można nazwać specjalistami od melancholijnej egzystencji. Rosyjski zbędny człowiek to duch niespokojny, to człowiek, „któremu ani żyć ani ginąć a na dodatek jeszcze kochać i tęsknić nadaremno”. Bardzo podobały mi się słowa Andrzeja Stasiuka, z jednego z rozdziałów Jadąc do Babadag, które trafnie podsumowują moja myśl: „Ach te bezlitosne umysły. Najpierw pustosza świat niczym płomień albo trzęsienie ziemi i gdy wszystko spłonęło (…) gdy wokół nie ma już nic poza pustynią, pustka i otchłanią sprzed stworzenia, wówczas porzucają zdobytą właśnie wolność i oddają się żarliwej wierze w sprawy beznadziejne i przegrane. (…) Samotność wyzwolonego umysłu jest wielka jak niebo nad Siedmiogrodem. Myśl błądzi w niej jak bydle w poszukiwaniu cienia albo wodopoju”.

Spotkanie z jednym rosyjskim dziennikarzem magazynu Russkij Riepartior potwierdziło moje przypuszczenie, że Rosjanie bawią się tak stworzonym wizerunkiem. Reporter na jednym ze spotkań z Polakami, które odbyło się w Warszawie postanowił niemiłosiernie zakpić ze swoich słuchaczy, opowiadając fantastyczną historię o rosyjskim niedźwiedziu, który nie dosyć, ze zabijał ludzi, to jeszcze masakrował złośliwie ich groby. Konsternacja na twarzach słuchaczy oraz ironiczny i tryumfalny uśmieszek dziennikarza mówiły same za siebie. Po tym spotkaniu maiłam już pewność, że tacy właśnie są Rosjanie – pewni swego.

Często spotykam się z pytaniem czy jestem rusofilską. Ciężko by było mnie tak nazwać, bo miłość do Rosji to miłość raczej bez wzajemności, miłość trudna, miłość zakrawająca niejednokrotnie o masochizm. Bo jak można bezgranicznie kochać kogoś lub coś co Cię odrzuca? Trzeba to powiedzieć wprost. Rosjanie (oczywiście jak zawsze nie wszyscy i nie wszędzie), głównie mieszkający w europejskiej części kraju, są niesympatyczni, niemili i dobrze wiedzą jak sprawić ból. Oprócz tego Rosją delektować się jest ciężko. Np. Moskwy się nie smakuje, Moskwę się połyka, szybko, można się nią łatwo zachłysnąć, można też ją szybko wypluć, bo nie każdemu smakuje. Mi nie smakuje, nie pachnie, nie kusi. Poza tym prawdziwy rusofil kocha piosenkę pt Koń, od której przyznam, mdli mnie, najbardziej przy frazie, kiedy to ON wyznaje, jak to jest w Rossiju wliublion. Zatem nie, rusofilką nie jestem, raczej zakochaną pasjonatką. A pasja to coś, co sprawia, że interesuje Cię wszystko,przewrotnie można powiedzieć, że nawet to co Cię w istocie nie interesuje. Moim ulubionym samochodem jest Wołga, albo może nawet wolę dygnitarską Czajkę, ale właściwie o samochodach to wiem niewiele.

A mimo to, że miłość trudna, niszcząca, często wytykana palcami, to jest to uczucie intensywne, którego nie ma się ochoty zamieniać na inne. I mimo, ze Rosją delektować się ciężko to podróż przez ten kraj jest fantasmagorią. To przeżycie ponad rzecz realną. Wyostrzone zapachy woskowych świeczek w cerkwiach, donośny dźwięk dzwonów, ostre kolory kopuł z jednej strony i ślady niedalekiej, socjalistycznej przeszłości z drugiej to najczęstsze cele poszukiwań przyjezdnych. Ale jest jeszcze coś pomiędzy. Pomiędzy są ludzie. Wbrew powszechnej opinii nostalgii u nich takiej do starów czasów znowuż nie ma. Lenin co prawda stoi wszędzie, ale Lenina to by i nie wypadało po prostu wyrzucić z rzeczywistości. Bo co by pozostało bez wiary w symbol i ideę, koniecznie wielką idee. A propos idei - poszukiwania trwają, może i Lenin odejdzie do lamusa kiedy wreszcie uda się znaleźć tę nową wielką iskrę. Mnie to zupełnie nie dziwi. Nie jest mi obca wiara w utopię. Każdy krok w stronę utopii sprawia, ze wciąż idziemy przed siebie, bo ona nam umyka. I cieszę się, ze w stylu rosyjskim nie muszę wyjaśniać dlaczego tak jest. Po prostu, wierzę, ze tak jest. Każda odwiedzona cerkiew, każda kolejna miejscowość, i wszyscy ludzie spotkani w pociągach na trasach Moskwa Jekaterynburg, Moskwa Pietuszki czy Ufa Samara Kazań (oraz wielu innych) utwierdzały mnie w tym przekonaniu. W Rossiju można tolko wierit’. Ich sakralne podejście do przestrzeni odbija się w percepcji jaką operują. Wiara w ikonę, jako znak, który odsyła do czegoś dalej jest metaforą całej wiary rosyjskiej. To co widzimy odsyła nas dalej, kolejne miejsce, do którego docieramy odsyła nas dalej i dalej w głąb.

O trudnym sąsiedztwie było mało, bo nie czuję się specjalistką w ocenie stosunków, na które składa się wiele zdarzeń z dalszej i bliższej przeszłości. Tym bardziej, że gdy sięgam pamięcią wstecz najdalej jak potrafię, jest rok 1991. Zatem można powiedzieć, ze moją przeszłością jest teraźniejszość. Natomiast duszy było więcej. O duszy, z którą obcowałam, którą sama poczułam i w którą (choć nie bezkrytycznie) uwierzyłam.

Katarzyna Roman