Dzienniki Petersburskie
(Петербургские дневники 1914-1919. Варшавский дневник 1920-1921)
Zinaida Gippius
tłumaczenie: Henryk Chłystowski
wydawnictwo: Czytelnik
rok wydania:
rok wydania pol.: 2009
ISBN: 978-83-07-03218-4
liczba stron: 580
format: 123 X 196 mm
Najwybitniejsze, nigdy dotąd nie wydane w Polsce dokonanie prozatorskie Zinaidy Gippius.
Akcja dzienników rozpoczyna się wybuchem I wojny światowej. Autorka opisuje dramatyczne wydarzenia wojny, rewolucji, upadku caratu i okrucieństwa wojny domowej. Opowieść zawiera w sobie również pobyt małżonków w Polsce do roku 1920, w której przebywali po ucieczce z Petersburga w 1919 r. Zinaida Gippius i Dmitrij Mereżkowskij opuścili Petersburg, by już do niego nie powrócić. Ponad 20 lat swojego życia spędzili we Francji.
Dziennik jest osobistą opowieścią świadka dramatycznych wydarzeń początku wieku w Rosji. Forma jego waha się gdzieś pomiędzy dziennikiem intymnym, a opowieścią autobiograficzną. Autorka opisuje nie tylko swoje przeżycia, dokonuje również głębokiej analizy historycznych faktów, przedstawiając nie tylko swój stosunek do bolszewizmu i rewolucji, lecz wyrażając jednocześnie głos całego pokolenia inteligencji i Rosji, targanej burzą historii.
Krótki fragment Dzienników Zinaidy Gippius:
"Nasze życie, nasze środowisko, moje i Mierieżkowskiego, i nasza sytuacja bardzo sprzyjały prowadzeniu tego rodzaju zapisków. Zasiedziali mieszkańcy Petersburga, należeliśmy do kręgu rosyjskiej „inteligencji”, którą słusznie albo nie nazywano „sumieniem i rozumem” Rosji. Ona zaś – i tu już bez żadnych wątpliwości – była jedynym „słowem” i „głosem” Rosji, niemej, milczącej w przytajeniu – samodzierżawnej. Po nieudanej rewolucji 1905 roku – nieudanej, bo samodzierżawie zostało – inteligencja jeśli się nie wzmocniła, to poszerzyła. Rozdzierana wewnętrznymi niesnaskami, zjednoczona była jednak na gruncie bardzo ważnej politycznej negacji: negacji samodzierżawnego reżimu. Rosyjska inteligencja to klasa albo sfera, albo warstwa (wszystkie słowa nie są ścisłe), jakiej nie zna burżuazyjno-demokratyczna Europa, podobnie jak nie znała samodzierżawia. Warstwa, w porównaniu z ogółem całej ogromnej Rosji, bardzo cienka; ale tylko w niej dokonywała się jakakolwiek praca kulturalna. I odegrała własną, bardzo ważną rolę historyczną. Nie będę jej określała, nie oceniam teraz rosyjskiej inteligencji, ale po prostu o niej opowiadam.
[…]
Obserwowaliśmy wydarzenia z minuty na minutę – mieszkaliśmy przy samym ogrodzeniu parku na wysokim parterze ostatniego domu jednej z ulic, wiodących do pałacu. Całe sześć lat – sześć wieków – patrzyłam z okna albo z balkonu to na lewo, jak zachodzi słońce w mglistej dali ulicy, to na prawo, jak opadają liście i obnażają się drzewa Ogrodu Taurydzkiego. Obserwowałam, jak umierał stary pałac, który na krótko odmłodniał dla nowego życia – widziałam, jak umierało miasto... Tak, całe miasto, Petersburg, wzniesiony przez Piotra i opiewany przez Puszkina, miłe, surowe i straszne miasto – ono umierało. Ostatni mój zapis to już bolesny zapis agonii.
Ale wybiegam naprzód. Chcę tylko powiedzieć, że nawet ta zewnętrzna okoliczność, nasza przypadkowa obecność w pobliżu centrum wydarzeń, sprzyjała jasności moich zapisków. Wydaje mi się, że gdybym nawet nie była pisarką, gdybym nawet w ogóle nie umiała pisać, ale widziałabym, co widziałam – nauczyłabym się pisać i nie mogłabym nie zapisywać...
[..]
Życie wciąż się kurczyło i kurczyło, wciąż stygło, kamieniało – kamieniał jakby nawet sam czas. Coraz krótsze stawały się moje zapisy. Co pisać? Nie ma ludzi, nie ma wydarzeń. Nowy „byt”, straszny, niebywały, nieludzki – ale i on dopiero się rodził...
A jednak próbowałam czasami otwierać moje zeszyty, dopóki na wiosnę 19. roku stało się to faktycznie niemożliwe. Rozeszły się słuchy o istnieniu zeszytów. Wiedział o nich Gorki. Ryzykowałam nie tylko sobą i naszym domem: w moich zeszytach było zbyt wiele osób. Niektóre z nich jeszcze nie zginęły i nie wszystkie były poza zasięgiem... A ponieważ przy bolszewickim reżimie nie ma takiego intymnego kącika, nie ma takiego prywatnego mieszkania, gdzie by „władze” w każdej chwili nie mogły się wedrzeć (to leży u samych podstaw owych władz), to pozostawało mi jedno: zakopać zeszyty. To właśnie zrobiłam. Dobrzy ludzie wzięli je i zakopali gdzieś za miastem – nie wiem dokładnie gdzie.
Taka jest historia mojej księgi, mego „dziennika petersburskiego” z lat 1914–1919.
Mijały, wlokły się miesiące. Już od dawna nie mieliśmy życia, lecz zaiste „żywot”. Mały stary notatnik poniewierał się pusty na moim biurku. Trochę przypadkowo, trochę mimowolnie zaczęłam czynić w nim jakieś adnotacje. Ostrożne, niewinne, bez nazwisk, czasami bez dat. Wszak nawet kiedy o tym nie myślisz, wciąż czujesz – tam, w Sowdepii – że ktoś stoi za twoimi plecami i czyta przez ramię to, co napisałeś.
A tymczasem trzeba było mimo wszystko pisać. Nie chciało się, brakowało formy, ale czułam, że choć dwa, trzy słowa, dwa, trzy szczegóły trzeba utrwalić teraz. I rzeczywiście: wielu rzeczy obecnie, z pamięci nie mogłabym po prostu napisać – sama już prawie w to nie wierzę, wydaje mi się to zbyt fantastyczne. Gdybym nie miała tych kartek, czarno na białym, gdybym w ostatniej chwili nie zdecydowała się na absolutnie szalony postępek – pochwycić je i ukryć w walizce, z którą uciekaliśmy – wciąż by mi się wydawało, że przesadzam, że kłamię.
Ale oto one, owe linijki. Pamiętam, jak je pisałam. Pamiętam, jak z ostrożności łagodziłam, ślizgałam się po faktach – niczego nie wyolbrzymiałam. Pamiętam niedopisane słowa, widzę zmienione litery. Dla mnie owe prześlizgujące się linijki są nabrzmiałe krwią, żyją, bowiem znam powietrze, w jakim się rodziły. Jakże mało, niestety, znaczą one dla tych, którzy nigdy nie oddychali tym gęstym, o zupełnie wyjątkowym ciężarze powietrzem!"
Newsletter
Patronat Ruslink.pl
„Śladem Okudżawy” to najnowsza płyta w wykonaniu Evgena Malinovskiego, trzecia w cyklu „Syberyjski bard zaprasza” więcej...Czy wiesz, że ...
Wiktor Jerofiejew
Kontrowersyjny pisarz rosyjski, jeden z poczytniejszych autorów, który bezlitośnie wytyka wady własnego narodu i niszczy jego mity. więcej...Jurij Gagarin
Kolumb Kosmosu, uśmiechnięty człowiek, którego twarz obiegła natychmiast cały świat, a prostoduszny okrzyk „Nu, pojechali!” wszedł na stałe do języka rosyjskiego. więcej...