Gazprom. Rosyjska broń

(Газпром. Новое русское оружие / Gazprom. Nowoje russkoje orużije)

Walerij Paniuszkin , Michaił Zygar

gatunek: literatura faktu
tłumaczenie: Karolina Romanowska
wydawnictwo: W.A.B.
rok wydania: 2008
rok wydania pol.: 2008
ISBN: 978-83-7414-447-6
liczba stron: 336
format: 14,5 x 20,5 cm
Gazprom – rosyjski państwowy koncern kontrolujący 16% udokumentowanych rezerw gazu na świecie. Największy wydobywca, od którego uzależniona jest energetyka całej Europy Środkowej i Wschodniej oraz krajów byłego ZSRR. Niebezpieczna broń w rosyjskiej polityce międzynarodowej. Co tak naprawdę wiemy o Gazpromie? Jak doszło do powstania swoistego państwa w państwie zatrudniającego blisko trzysta tysięcy osób?

Dwaj rosyjscy dziennikarze przeprowadzili wnikliwe śledztwo. Rezultaty? Zostały opisane w książce.

(W formie reportaży, wywiadów, zestawień statystycznych itp.) Gazprom: historia powstania; metody działania, sylwetki czołowych postaci koncernu a zarazem wpływowych person sceny politycznej. Opis walki o wpływy w gazowym imperium to jednocześnie opisy walk stronnictw o władzę w Federacji Rosyjskiej.
Jak Gazprom wspiera reżim Łukaszenki na Białorusi i czego żąda w zamian? Jaką rolę odegrały działania koncernu podczas Pomarańczowej Rewolucji na Ukrainie? Jak wygląda sprawa Gazociągu Północnego? Autorzy opisując Gazprom sięgają głębiej, nie pomijają również uwarunkowań historycznych i społecznych Rosji. Wszystkie te aspekty pozwalają spojrzeć na zagadnienie z różnych stron.

Wydaje się, że nic nie może zagrozić pozycji Gazpromu. A jednak Borys Niemcow (lider Partii Sił Prawicowych) w zamykającej książkę rozmowie podważa twierdzenia o jego ekonomicznej potędze.


[Wydawnictwo W.A.B.]
 
Nikt

(...) Trzeba pamiętać, że od kiedy Gazprom zyskał monopol na gaz, a prezydent Putin zyskał monopol na Gazprom, krytycy i oponenci Gazpromu są nikim. Krytykują Gazprom nie dlatego, że mają jakąkolwiek polityczną wagę, autorytet ekonomiczny lub odmienne od prezydenckich poglądy na to, jak należy zarządzać koncernem. Przeciwnie: jeśli nawet mają jakieś znaczenie polityczne, jeśli nawet istnieją, to tylko na tyle, na ile krytykują Gazprom. Nie mają innego wyjścia. Nie mają gdzie się podziać, dokładnie tak, jak nie ma gdzie się podziać człowiek w pozornie bezkresnej tundrze.
Na przykład były minister paliw i energetyki, były wicepremier Borys Niemcow jest nikim. Może jedynie robić dobrą minę do złej gry. Trzyma się. Stara się przynajmniej zachować wysportowaną sylwetkę i reputację beztroskiego playboya. Uprawia windsurfing w najbardziej egzotycznych zakątkach planety. Przez wzgląd na pamięć zapraszają go wciąż na międzynarodowe fora gospodarcze i na przyjęcia organizowane w Moskwie przez zagranicznych ambasadorów dla przegranych opozycjonistów. Do czasu ostatniej kampanii przed wyborami parlamentarnymi zapraszano go także do telewizyjnych talk-show, by bronił tam wartości liberalnych. Zaproszenia przychodziły rzadko, jakby rok miał nie trzysta sześćdziesiąt pięć, a sto dwadzieścia dni. Ponadto talk-show nie szły na żywo. Jeśli Niemcow bronił wartości liberalnych inteligentnie i ze znajomością rzeczy, troskliwy redaktor przed puszczeniem programu na antenę dokładnie wycinał inteligencję i znajomość rzeczy. Wszystkie oratorskie potknięcia Niemcowa puszczano natomiast bez ingerencji. Niemcow w telewizji zawsze wychodził na głupca, niemniej jednak raz za razem przyjmował zaproszenia do studia. Stawał przed kamerą i bronił idei liberalnych, o których wiadomo było na pewno, że telewidz ma je gdzieś. Teraz, po tym, jak podczas debat przedwyborczych Niemcow wystąpił przeciw kultowi jednostki w czasach Putina, przestali go zapraszać do telewizji.
Teraz może krytykować Gazprom jedynie na łamach paru wciąż jeszcze niezależnych tytułów prasowych albo w prywatnych rozmowach. I krytykuje – w takim samym celu, w jakim mopsik szczeka na słonia. Jego krytyka Gazpromu to ostatnie przypomnienie, że był kiedyś ministrem paliw i energetyki. Inaczej z opozycyjnego polityka zmieni się ostatecznie w starzejącego się rentiera, który wzbogacił się na niesamowitym wzroście cen akcji koncernu Gazprom.
Siedzimy w biurze, wynajmowanym przez Niemcowa w wieżowcu na Wybrzeżu Kotielniczeskim. Budynek ten, przypominający Empire State Building, gdyby ten osiadł i obciekł jak świeca, to pomnik wielkiej i strasznej epoki komunistycznej. Biuro zaś, a raczej przerobione na biuro czteropokojowe mieszkanie, które w tymże budynku wynajmuje tępiciel komunizmu Borys Niemcow, to pomnik epoki tępienia komunizmu, epoki, w której Borys Niemcow był bohaterem.
Prawie nie ma tu mebli. Nie ma już wśród żywych Borysa Jelcyna, który patrzy na nas z porozwieszanych na ścianach fotografii. Niemcow nie ma swojej frakcji. Procent głosów, jaki dostała jego partia podczas wyborów parlamentarnych, zaczyna się od cyfry zero. Pustka. Niemcow jest nikim.
– W jaki sposób pan się wzbogacił? – odczuwamy zapomnianą już prawie satysfakcję z zadania pytania wprost.
– Po kryzysie w 1998 roku pojechałem do Stanów wykładać. – Niemcow zdaje się nie być zakłopotany naszym pytaniem. – Zarobiłem kupę pieniędzy i za wszystko kupiłem akcje Gazpromu. Kosztowały wtedy 60 centów. A potem je sprzedałem, kiedy kosztowały 16 dolarów. Kupiłem je, ponieważ jesienią dziewięćdziesiątego ósmego roku Gazprom był w oczywisty sposób niedoceniony.
– To jasne. Ale nie jest jasne, dlaczego pan je teraz sprzedał.
– Dlatego, że teraz Gazprom jest przeceniony. Jest na progu kryzysu.
– Nie?! Jak to?! – przestaliśmy nawet chrupać orzechy, palić i popijać herbatę.
Niemcow opowiada. Mówi tak, jakby specjalnie dla nas przygotował wykład. Nie musimy nawet przerywać mu i zadawać dodatkowych pytań. Mamy wrażenie, że pływając na desce windsurfingowej, wysiadując na ambasadorskich proszonych obiadach były minister paliw i energetyki nie robił nic innego, jak tylko rozmyślał o Gazpromie.
– Gazprom jest największym koncernem paliwowym świata. Świa-ta! Po kapitalizacji jest na poziomie Exxon Mobile, Microsoft i General Electric. Jego wartość giełdowa to około 300 miliardów dolarów. Dla porównania: to półtora raza więcej, niż budżet Rosji. Czyli Gazprom jest droższy, niż cały rok życia państwa. Europa zależy od Gazpromu w 35-40%. Istnieją alternatywne źródła dostaw gazu: Algieria, Wielka Brytania, Norwegia, Holandia. Jednak Gazprom ma wielki wpływ na to, czy w Europie jest ciepło i czy świecą się żarówki. Gazprom kontrolowany jest przez państwo. Kontrolny pakiet akcji należy do państwa. Wszystkie nominacje w Gazpromie, nie tylko na najwyższe stanowiska, ale i na stanowiska średniego szczebla, to decyzje urzędników. A władze koncernu, prezesi i ich zastępcy, nominowani są osobiście przez prezydenta Putina. Bardzo ważne, by to rozumieć.
My to rozumiemy. Napisaliśmy o tym książkę. Nie rozumiemy tylko, do czego Niemcow zmierza.
– Chcę wam coś wyjawić. Gazprom nie jest naturalnym monopolem. Chodzi o to, że gaz w Rosji wydobywa nie tylko Gazprom, ale jeszcze Surgutnieftiegaz, Łukoil, Rosnieft’, TNK-BP, Nortgaz i Nowotek. Gazprom w sztuczny sposób nie dopuszcza tych firm do swojego gazociągu i zmusza je do sprzedawania gazu za bezcen na wejściu do rury. To się nie opłaca i wiele kompanii naftowych spala po prostu gaz, który wydobywa razem z ropą naftową. Prezes Gazpromu Aleksiej Miller jest najbliższym przyjacielem prezydenta, znają się od niepamiętnych czasów z Petersburga. Władimir Putin i Aleksiej Miller nieomal równocześnie zaczęli zarządzać, jeden państwem, drugi Gazpromem. Za ich rządów Gazprom nie rozpoczął eksploatacji ani jednego nowego złoża gazu, nie zbudował ani jednej magistrali gazowej. Wszystko, o czym mówią – Gazociąg Północny, Złoże Sztokmanowskie – to wszystko projekty, to wszystko odległa przyszłość.
Zabieramy się ponownie za herbatę, orzechy i papierosy. Jeśli czepiać się zgodności faktów, to wychodzi na to, że Niemcow nas okłamuje. W rzeczywistości za Millera Gazprom budował gazociągi i uruchamiał nowe złoża, na przykład Zapolarnoje. Inna sprawa, że złoże to przygotowywano do eksploatacji przede wszystkim za Wiachiriewa, a jedynie uruchomiono za Millera. Ale jest przecież także Jużnorusskoje, najnowsza duma Gazpromu. Uruchomiono je jeszcze jesienią 2007 roku, uroczyście inaugurowano w grudniu. Ceremonii przewodniczył prezes rady nadzorczej Dmitrij Miedwiediew. Parę dni wcześniej został on oficjalnym następcą Władimira Putina – otwarcie złoża Jużnorusskoje było jednym z pierwszych epizodów jego kampanii wyborczej.
Dalej słuchamy, a Niemcow dalej mówi, bardzo przy tym upraszczając fakty, jak to mają w zwyczaju politycy,.
– Gazpromowi bardzo przeszkadza nadmierne upolitycznienie. Nikt na świecie nie uważa go za samodzielnie gospodarujący podmiot. Gazprom jest narzędziem polityki Putina w kraju i za granicą. Gazprom powinien zająć się, załóżmy, Złożem Sztokmanowskim, a zmuszony jest kupować środki masowego przekazu. Gazprom brał udział w transakcji z Romanem Abramowiczem, wyłożył na to 13 miliardów dolarów. A można było za te pieniądze zająć się gazem.
Słuchamy z uśmiechem. Spośród wszystkich historii o tym, jak Gazprom kupował udziały w spółkach, nie mających nic wspólnego z jego podstawową działalnością, Niemcow jako polityk, a więc z definicji krasomówca, wybrał dwa najgłośniejsze przykłady – NTW i Sibnieft’. Co do kupna Sibniefti rzeczywiście są wątpliwości. Gazprom kupował ją, kiedy osiągnęła maksymalną cenę, kiedy Abramowicz spił już całą śmietankę, wydobył najlżejszą ropę i postanowił sprzedać spółkę, nakręciwszy uprzednio jej kapitalizację. I sprzedałby ją cudzoziemcom, gdyby cudzoziemcy kupowali nieprzejrzyste spółki i gdyby prezydent Putin nie upierał się tak przy monopolu państwa na surowce energetyczne, i gdyby państwo nie opierało na tychże surowcach.
Prawdę powiedziawszy, Gazprom z początku wcale nie planował kupna Sibniefti. W 2004 roku jego zarząd poważnie rozważał połknięcie największej państwowej spółki naftowej, Rosniefti. Wówczas dziennikarze po raz pierwszy wspomnieli o starciu dwóch stronnictw w kremlowskiej administracji: „gazpromowskiego” i „rosnieftowskiego”. Umownym przywódcą pierwszego stronnictwa był prezes rady nadzorczej Gazpromu i szef administracji prezydenta Dmitrij Miedwiediew, a drugiego – prezes rady nadzorczej Rosniefti, wiceszef administracji prezydenta Igor Sieczin. Sieczinowi udało się obronić niezależność spółki, a Miedwiediew na czas zrezygnował. Być może to taktyczne zagranie pomogło mu stać się sukcesorem Władimira Putina w 2007 roku.
O ile rozumiemy, Gazprom kupił Sibnieft’, bo dostał takie polecenie. Zaraz po transakcji zaczęło spadać wydobycie ze złóż spółki. Ale dla nas znacznie ważniejszy jest fakt (Niemcow to przemilcza lub o tym nie wie), że firma Gunvor, eksportująca całą ropę naftową Gazpromu, dostała także ropę Sibniefti, wyprzedziła konkurencję i stała się trzecią pod względem wielkości rosyjską firmą handlującą ropą. Spółka Gunvor, związana ze starym znajomym (i, jak mówią, bliskim kolegą) prezydenta Putina, Gienadijem Timczenko.
Niemcow mówi spokojnie, że Gazprom, zamiast zajmować się bezpośrednio gazem, dokonuje bezsensownych i niezwiązanych z gazem zakupów. Mamy jednak wrażenie, że sprawy te są znacznie bardziej złożone i skomplikowane, niż to przedstawia Niemcow na potrzeby swojej przedwyborczej agitacji. Co począć, na przykład, z historią Sogazu, towarzystwa ubezpieczeniowego, wchodzącego w skład koncernu Gazprom? W 2002 roku, w czasie gdy drużyna Millera przejmowała miejsca drużyny Wiachiriewa w Gazpromie, zamordowano Andrieja Pietuchowa, człowieka Millera, który zajmował się zaprowadzaniem porządku w Sogazie. Dyskutujący o tym morderstwie dziennikarze mówili, że Pietuchow zginął, bo próbował odzyskać aktywa ukradzione przez menadżerów Wiachiriewa, by zwrócić je państwu. I cóż? Czy po ostatecznym zwycięstwie Millera Sogaz należy do Gazpromu? Ani trochę. Jak okazało się w maju 2005 roku, kontrolę nad należącym dotychczas do Gazpromu towarzystwem ubezpieczeniowym Sogaz przyznano petersburskiemu bankowi Rossija. Pod koniec 2004 roku największymi udziałowcami banku byli Nikołaj Szamałow (9,7%) i prezes rady nadzorczej banku Jurij Kowalczuk (37,7%). Szamałow i Kowalczuk znali prezydenta Władimira Putina, kiedy ten pracował w Petersburgu. Szamałow pracował na początku lat dziewięćdziesiątych w firmie Siemens Medical Solutions, która na zamówienie merostwa dostarczała sprzęt klinikom stomatologicznym w Petersburgu. Ze strony władz miejskich projekt ten prowadził Putin. Bank Rossija zajmował się ponadto zagranicznymi projektami gospodarczymi administracji miejskiej, które także nadzorował pierwszy wicemer Putin. Otrzymawszy Sogaz, właściciele Rossiji zaczęli kontrolować biznes, którego skala była porównywalna z ich własnym. Wzbogacili się niemal dwukrotnie. Aktywa Sogazu to 13 mld rubli, ich banku – 10 mld rubli. Pomyślność finansowa Sogazu w trzech czwartych zależy od Gazpromu i jego spółek-córek, bowiem ich wpłaty stanowią 75% wpływów towarzystwa ubezpieczeniowego. O tym właśnie myślimy. Myślimy, czy można rozumieć historię Sogazu tak, że drużyna Millera odebrała udziały ludziom zbliżonym do Wiachiriewa i przekazała je ludziom zbliżonym do Putina, a nie państwu i wcale nie narodowi?
Niemcow oskarża Gazprom o to, że koncern niepotrzebnie kupuje spółki z branży węglowej i elektroenergetycznej, ale gwoli sprawiedliwości musimy zauważyć, że nie tylko kupuje, ale i sprzedaje. W kwietniu 2006 roku Gazprom sprzedał bankowi Rossija jeszcze jeden kawałek swojego finansowego imperium – spółkę Lider, zarządzającą majątkiem powyżej 6 miliardów dolarów. To przede wszystkim rezerwy funduszu emerytalnego Gazpromu – Gazfondu, który posiada także 3% akcji samego Gazpromu. Gazfond sprzedał bankowi Rossija 75% + 1 akcji spółki Lider. Główny akcjonariusz banku Rossija Jurij Kowalczuk uważany jest za bliskiego znajomego prezydenta Władimira Putina. Autorzy książki Operacja „Następca”, Władimir Pribyłowski i Jurij Felsztinski wymieniają ich wśród współudziałowców spółdzielni mieszkaniowej Oziero, budującej dacze w obwodzie leningradzkim. Jeszcze wiosną 2007 roku Gazfond wykupił od Gazpromu 25% akcji Sibur Holding. Dodatkowo Lider dostał 50% plus jedną akcję Gazprombanku. Właśnie do Gazprombanku, a nie do Gazpromu, należy spółka Gazprom-Media. W 2001 roku Gazprom-Media odebrało Władimirowi Gusinskiemu kanał telewizyjny NTW i inne środki masowego przekazu, gdyż uważano, że kanały telewizyjne nie powinny należeć do oligarchów, bo zaraz zaczną oni wykorzystywać je do swych własnych celów. Wychodzi na to, że teraz NTW i wszystkie pozostałe udziały w spółkach medialnych Gazprom-Media nie należą nawet do Gazpromu. Wychodzi na to, że należą one do banku Rossija.
Poza tym Gazprombank kontroluje pozostałe 75% akcji Sibura. Zatem struktury Gazfondu w rzeczywistości posiadają 100% akcji Sibur Holding. Czy dobrze rozumiemy, że Gołdowski, który utworzył tę spółkę za pieniądze Gazpromu, nie zdołał przekształcić jej w swoją własność, a związani z prezydentem Putinem właściciele banku Rossija zdołali?
Niemcow o tym nie mówi. Być może ma, w przeciwieństwie do nas, głowę na karku i jest ostrożny. A może nie wie. Może analizowanie struktury własności jest zbyt nudne. Niemcow woli straszyć.
– Gazprom – mówi Niemcow – ponosi straty przez takie polityczne transakcje. Nie dziwi więc, że wskaźniki produkcji koncernu są tak kiepskie. Kiedy wzrost gospodarczy w Rosji wynosił rokrocznie 6-7%, produkcja gazu prawie nie rosła. W takich warunkach deficyt gazu po prostu musiał nadejść. I nadszedł. Już w tym roku Północno-Zachodnia Elektrociepłownia, wybudowana w rekordowym tempie, by zaspokoić deficyt energii elektrycznej w Petersburgu, stoi bez gazu. Uruchamiał ją osobiście prezydent Putin. Ale pracuje na mazucie. To tak, jakby palić złotem. O wiele, wiele drożej.
Słuchamy z uśmiechem. Anegdotę o uruchamianiu Elektrociepłowni Północno-Zachodniej opowiedział nam gazpromowski inżynier, z którym pojechaliśmy na Jamał. Opowiadał, że prezydent Putin miał uroczyście pociągnąć za główny włącznik, na przyrządach pulpitu kontrolnego miały uroczyście drgnąć strzałki, elektrociepłownia miała uroczyście ruszyć. Jednak konstruktorzy bali się, że nowy, nie włączany jeszcze system bezpieczeństwa może nieoczekiwanie zadziałać i wyłączyć elektrociepłownię natychmiast po uroczystym pociągnięciu głównego włącznika. Dlatego też na wszelki wypadek odłączyli elektrociepłownię od włącznika. Podłączyli do niego jedynie przyrządy na pulpicie kontrolnym. W odpowiedzi na uroczyste pociągnięcie włącznika strzałki przyrządów uroczyście drgnęły i prezydent odjechał. Elektrociepłownia zaś ruszyła dopiero po około dwóch miesiącach. Niemcow nie rozumie, czemu się uśmiechamy. Mówi poważnie:
– Gospodarka Rosji nadal będzie rozwijać się dość dynamicznie. W związku z tym deficyt gazu do 2010 roku stanie się katastrofalny i wyniesie 60-100 mld metrów sześciennych. Cała Ukraina rocznie zużywa 70-75 mld metrów sześciennych gazu. Dodam, że Ukraina ma 50 mln mieszkańców. Sytuacja podobna jest do deficytu towarów konsumpcyjnych z okresu schyłku ZSRR. Brakowało wówczas wszystkich towarów, poczynając od proszku do prania i na kiełbasie kończąc. W wyniku liberalizacji rynku sytuacja ta została opanowana i wszyscy o niej zapomnieli. Jedyny sektor, który pozostał niewolny i sowiecki – to Gazprom. Różnica między deficytem towarów konsumpcyjnych w ZSRR i deficytem gazu w Rosji putinowskiej polega na tym, że niedobór kiełbasy zauważają wszyscy. Puste półki, kolejki, kartki. Gazu zaś nie sprzedaje się z półki. Tam wszystko będzie niewidoczne. Pojawi się chmara kremlowskich darmozjadów, którzy wzrost cen objaśnią zgodnie z życzeniem: Ameryka przeszkadza, wróg dookoła, szpiedzy – i słowa prawdy nie usłyszysz w tym jazgocie.
Na wzmiankę o słowie prawdy przerywamy Niemcowowi.
– Pytaliśmy w Gazpromie. Zaprzeczają, by istniał jakiś deficyt.
– Przyznają to po cichu – odparowuje Niemcow. – Putin odbył kilka narad na ten temat. Zadziwiające, że rozpad ZSRR niczego tych ludzi nie nauczył. Postępują dokładnie tak, jak Nikołaj Iwanowicz Ryżkow, kiedy z półek znikła golonka tambowska. Nikołaj Iwanowicz z trybuny Rady Najwyższej zaproponował wówczas podniesienie ceny na golonkę tambowską o dwie kopiejki. Zgodnie z technologią golonki tambowskiej działa także nasza władza. Proponują podniesienie cen gazu. Oczywiście, do wyborów 2008 roku nie podniosą ceny dla ludności, ale dla przemysłu już podnoszą o 15% rocznie. Należy przy tym pamiętać, że elektrociepłownie gotowe są kupować gaz dosłownie za każdą cenę. Tak oto deficyt gazu nie zmniejszy się poprzez podniesienie ceny. Wzrosną jedynie ceny elektryczności, czyli w rezultacie – ceny wszystkiego. Dlatego też środki, jakie stosuje władza, by zaradzić deficytowi gazu, nie mają sensu i nie przyniosą korzyści.
– I co? – pytamy. – Skończy się u nas gaz w kuchenkach?
– Nie – odpowiada Niemcow – w kuchenkach się nie skończy. Deficyt gazu grozi spowolnieniem wzrostu gospodarczego. Nie będą budować mieszkań. Nie będzie nowych miejsc pracy. Gwałtownie rosły będą ceny usług komunalnych. Będą rosły ceny wszystkiego. Wolniej będą rosły wpływy do budżetu. Obecnie emerytury i pensje są indeksowane, po wyborach nie będą. To po pierwsze. Po drugie, w związku z tym, że państwo nazbierało masę zewnętrznych zobowiązań na dostawy gazu, rozszerzał się będzie ruch polityczny domagający się, by nie sprzedawać gazu za granicę, skoro u nas samych jest go zbyt mało. Takie procesy polityczne szkodzą autorytetowi Rosji znacznie bardziej, niż naruszanie praw i swobód obywatelskich. Po trzecie, niebotyczny wzrost korupcji. Dokładnie tak, jak w Związku Radzieckim tylnym wyjściem wynosili worki z żarciem, w Rosji po 2008 roku pojawią się usługi czarnego rynku dostaw deficytowego gazu. Jeśli deficyt wyniesie 50 mld metrów sześciennych, łapówki za rozdzielenie tego gazu wyniosą 5 mld dolarów rocznie. Nie licząc tych łapówek, które biorą już teraz.
Nie pierwszy raz podczas pisania tej książki wysłuchujemy podobnych koszmarnych przepowiedni. Co prawda, zazwyczaj nasi rozmówcy nie są takimi gawędziarzami i starają się wyrazić swe zatroskanie mimiką. Ściągniętymi brwiami. Przymrużonymi oczyma. Zaciśniętymi ustami.
– Prognozy są bardzo pesymistyczne. Są powody, by przypuszczać, że Gazprom poważnie zawiedzie państwo. Myślę, że problemy zaczną się jeszcze za nas. Jeśli nawet, załóżmy, wystarczy im gazu, to trzeba go jeszcze jakoś dostarczyć. A na rekonstrukcję, przebudowę sieci transportu gazu nikt nie wyłożył nawet kopiejki.
Oświadczając to, nasi rozmówcy zazwyczaj prosili o nie wymienianie ich z nazwiska.
– Jeszcze nie przyszedł czas.
– A kiedy przyjdzie?
– No... Prezydent nie lubi, kiedy krytykują Gazprom. Czyli jeszcze nie czas.
I my odpuszczamy. I nie wymieniamy nazwisk tych byłych i obecnych ministrów, głównych menadżerów, pracowników kremlowskiej administracji i członków rady nadzorczej. Tak jak nas prosili, udajemy, że nie powiedzieli nam niczego.
– To co robić? – pytamy Borysa Niemcowa.
– Można poradzić sobie z deficytem – Niemcow prostuje się, bo wreszcie ma możliwość wyłożyć nam swój program; a my przeciwnie, pochylamy się, bowiem teraz właśnie przyjdzie nam zrelacjonować cudze hasła. – Należy pozwolić spółkom wydobywającym gaz transportować go rurami Gazpromu. Nie według złodziejskich taryf, a według normalnych. To znaczy, mówiąc językiem ekonomicznym, należy przeprowadzić liberalizację rynku gazu i pozwolić wszystkim kupować gaz od kogo chcą, a nie tylko od Gazpromu. Myślę, że jeśli dojdzie do liberalizacji, to deficyt gazu zostanie pokryty w ciągu dwóch-trzech lat. Można to zrobić, utrzymując monopol Gazpromu na eksport. Można stworzyć wolny rynek wewnątrz Rosji, a na Zachód sprzedawać gaz tylko za pośrednictwem Gazpromu. Byłoby to niezwykle korzystne dla Rosji. Ale tak się nie stanie. Będzie, jak zwykle. (Uśmiechamy się, wspominając powiedzenie Czernomyrdina: „Chcieliśmy jak najlepiej, a wyszło jak zwykle”). Jeśli nie zmieni się putinowska polityka monopolizacji wszystkiego, a ona się nie zmieni przy takich cenach ropy, będziemy świadkami corocznej walki z deficytem gazu i corocznego wzrostu cen na gaz. I dopiero wtedy, kiedy zaczną pękać rury, zamarzać miasta, kiedy przestaniemy wypełniać zagraniczne kontrakty, dopiero wtedy, kiedy zaczną się masowe niepokoje, władze przeprowadzą liberalizację rynku gazu.
Niemcow odchyla się w fotelu. Mimo całego naszego sceptycyzmu, obraz naszkicowany przez byłego ministra paliw i energetyki wydał nam się dość apokaliptyczny. W takich wypadkach właściwym jest zadanie głębokiego pytania:
– I co?
– Nie chcę powiedzieć – mówi Niemcow – że ludzie, którzy kierują Gazpromem, są głupi. Myślę, że Miedwiediew i nawet Miller wszystko rozumieją. Ale muszą znaleźć w sobie odwagę, by przyjść do Putina i powiedzieć prawdę. Putin nie rozumie znaczenia liberalizacji, ponieważ głównym sensem jego polityki jest monopolizacja. Zmonopolizował życie polityczne. Zmonopolizował władzę w regionach. I z każdym dniem coraz bardziej monopolizuje gospodarkę. Nie jest, niestety, ekonomistą i nie rozumie, że sukces państwa zależy bezpośrednio od stopnia wolności gospodarczej. Dlatego tłumaczenie mu, że doprowadza do ruiny branżę, którą osobiście zarządza, nie ma sensu. Odrzekłby: „No, a spójrzcie, mamy w kraju wzrost gospodarczy!”. I jeśli polemizować z nim, że on, Putin, nie ma żadnego związku ze wzrostem gospodarczym, że wzrost gospodarczy w Rosji zawdzięczamy Saddamowi Husajnowi i George’owi Bushowi, zaśmieje się i powie: „Naród rosyjski uważa inaczej!”


[copyright by Wydawnictwo W.A.B.]

Newsletter

Patronat Ruslink.pl

„Śladem Okudżawy” to najnowsza płyta w wykonaniu Evgena Malinovskiego, trzecia w cyklu „Syberyjski bard zaprasza” więcej...

Czy wiesz, że ...

Wiktor Jerofiejew

Kontrowersyjny pisarz rosyjski, jeden z poczytniejszych autorów, który bezlitośnie wytyka wady własnego narodu i niszczy jego mity. więcej...

Jurij Gagarin

Kolumb Kosmosu, uśmiechnięty człowiek, którego twarz obiegła natychmiast cały świat, a prostoduszny okrzyk „Nu, pojechali!” wszedł na stałe do języka rosyjskiego. więcej...