Głuptaska

(Дурочка / Duroczka)

Swietłana Wasilenko

gatunek: literatura piękna
tłumaczenie: Jerzy Czech
wydawnictwo: Czarne
rok wydania: -1
rok wydania pol.: 2007
ISBN: 978-83-7536-009-7
liczba stron: 160
format: 12,5 x 19,5 cm
Niezwykła, alegoryczna opowieść o Nadźce, wiejskiej głuptasce i świętej, która opuszcza rodzinny dom w koszyku, by po latach powrócić do niego na tratwie, jako święta. Bohaterka niczym Mojżesz przemierza astrachańskie wody w ucieczce przed złem, w pogoni za własnym przeznaczeniem. Jej życie zatacza krąg, a Nadźka ratuje świat przed wojną atomową. To historia oszałamiająca okrutnością i pięknem, kryształowo przejrzysta językowo, plastyczna, rozedrgana. W szaleńczo wirujących kadrach, niczym w okruchach krzywego lustra, odbija się rzeczywistość radzieckiej republiki. W tym niemal surrealistycznym obrazie nie pozbawiony satyrycznego wydźwięku i gorzkiego humoru, mieszają się bestialstwo, pradawne legendy, NKWD, zakopane skarby, pionierzy, atamani, cuda, prawosławne obrzędy. Przerażający brutalnością, urzekający, złożony, tylko pozornie bajkowy odkrywa drugie dno ludzkich odruchów w radzieckich realiach.


Wydawnictwo Czarne
 

Część pierwsza

1
Skrzyp.
Skrzyp.
Skrzypu-skrzyp...
Skrzyp.
Skrzyp.
Skrzypu-skrzyp...
Nadźka huśta się na zardzewiałej huśtawce: w górę-w dół, skrzypu-skrzyp...
A ja stoję na dachu, patrzę.
Na podwórzu mama wiesza mokrą bieliznę: granatowy, trykotowy podkoszulek ojca – skrzyp – i mój taki sam, tylko wyblakły – skrzyp – czarne satynowe dynamówy ojca – skrzypu-skrzyp – moje gatki, takie same, tylko mniejsze, koszulkę swoją i Nadźki, stanik, reformy, jedne niebieskie, olbrzymie, zasłaniające całe niebo, drugie różowe, barchanowe, miękkie...
Powiesiła pończochy Nadźki, jedną, drugą. Pończochy wisiały, jak nóżki Nadzi, jedna nóżka, druga nóżka.
Tato uruchamia korbą silnik samochodu. Raz zakręcił i – cholera! – silnik nie zapalił, drugi – a niech go! – trzeci, czwarty... Kręci korbą, kręci i klnie, bez ustanku, jak maszyna; bezgłośnie ciska cholerami.
Samochód nazywa się „gazik”. Czasem też mówią na niego: "kozioł".
Jest jesień.

2
Rok temu, na wiosnę, tulipany były krwawe. Nadźka, moja siostra, biegała po stepie i zbierała te tulipany. Biegała i nastąpiła na żmiję; ta wygrzewała się na słońcu, wzięła i ugryzła Nadźkę jak jaki pies – chaps! – szara paskuda, ugryzła ją powyżej kolana, a ja zacząłem wysysać ranę. Nadźka się posikała, nie sikaj, mówię, głupia, lejesz mi prosto na głowę, wysysałem ten jad, wargę miałem pękniętą, cały jad w siebie wessałem, sam zrobiłem się jak ten wąż, chodziłem po szpitalu, syczałem – ssss – i łapałem Nadźkę za nogę, podpełzałem i łapałem – a Nadźka sikała prosto na podłogę; ja odpełzałem, tylko ogon by się przydał, chciałem mieć ogon; nie sikaj, mówię, tutaj nie step, tylko szpital, a to nie jest moja głowa; pełznąc, powoli cofałem się do sali, bardzo chciałem mieć ogon. Bo żmija, kiedy odpełzała, to potrącała ogonem tulipany – trynk-trynk – a tulipanom podrygiwały – trynk – te ich krwawe łebki. Zanieśliśmy je potem do ojcowskiego gazika, Gagarin akurat poleciał w kosmos, dla niego zbieraliśmy tulipany, zawieźliśmy je i położyli u stóp Lenina, na cześć kosmonauty. Tulipanów było mnóstwo, Leninowi sięgały aż do kamiennych kolan, stał jakby po kolana we krwi – tak było ładnie. Ale kiedyśmy z Nadźką wyszli ze szpitala, to tulipany już uschły, leżały martwe, Nadźka zapłakała, pożałowała ich, mnie też się żal zrobiło, ale ona była głupia, ona mogła, a ja nie – ssss – mówię, a ona zsikała się na placyku przed Leninem, ojciec ze wstydu mało nie umarł, był w mundurze, jak jej przyłożył, to wyszło jeszcze gorzej, wojskowy bije dziewczynkę – pijany chyba, nie? – to jego córka – ale to debilka – tak czy owak nie wolno, niech ją lepiej odda do domu wariatów, co się ma znęcać – ale ona... tego, zlała się – no, niezła rodzinka... Ojciec nie dożyje do emerytury, żeby oni wszyscy zdechli, ci cholerni ludzie, cholerne miasteczko wojskowe, otoczone zardzewiałym drutem kolczastym, chciałbym mieć ogon i zęby, pełne jadu – ssss – a on jak mi da w zęby – czego syczysz, co? – krew, czerwona jak tulipan, zaczęła kapać z wargi na asfalt, rana na wardze nigdy się nie zabliźni! – tato! – czego ciągle syczysz, ty wężu! Obok Nadźka ryczy, jak czerwony samochód strażacki – A! – na całe gardło, z gardła wychodzi to czerwone A, kapie na asfalt. Ojciec nas objął, całuje w czerwone usta, cicho już, mówi, cicho już bądźcie. No tośmy ucichli.
Ojciec podniósł do nieba błękitne oczy, a zakrwawionymi ustami mówi:
– BOŻE – mówi. – BOŻE!
Nadźka dopiero co u nas zamieszkała.
(...)


Copyright by Wydawnictwo Czarne

"`Głuptaska` jest reminescencją sztuki naiwnej: jaskrawe kolory, ostry kontrast oraz proste środki stylistyczne posłużyły do opowiedzenia nasyconej nieoczekiwanymi wydarzeniami historii na pograniczu bajki i alegorii."
"Süddeutsche Zeitung"

"`Głuptaska` to wyrafinowana kreacja literacka, rzucająca światło na wydarzenia pozostające w ukryciu przez ponad czterdzieści lat."
"Die Welt"

"W `Głuptasce` Swietłanie Wasilenko udało się połączyć - co nie jest już częstym w literaturze zjawiskiem - jednostkową, dramatyczną Odyseję dziecka z opisem ginącego pierwotnego świata, na gruzach którego powstaje surrealistyczna rzeczywistość."
Piotr Huniewicz

"Realia epok Stalina i Chruszczowa łączą się w książce Wasilenko ze staroruską legendą, pieśni pionierskie z mitologią religijną. Niezwykły to koktajl."
Anna Żebrowska

"Przejmująca i piękna to przypowieść. Swietłana Wasilenko – jedna z najgłośniejszych dziś w świecie pisarek nowej Rosji – sceną żywota groteskowej świętej czyni realne miejsce własnego urodzenia. Osiedle wojskowe wokół ulokowanej w betonowym silosie wyrzutni rakiet balistycznych pełni tu obowiązki, pożal się Boże, `miejsca magicznego`. W dawnej wsi, zniszczonej w piekle sowieckiego terroru, w oczekiwaniu nuklearnej zagłady nakładają się na siebie wieki, mity, baśnie tygla ludów i kultur, jakim były te astrachańskie stepy. Odwieczny w literaturze rosyjskiej folklorystyczny wątek drogi przez mękę Matki Boskiej Ucieczki Grzesznych, przywołuje pamięć geniuszy: Dostojewskiego czy Płatonowa. Tytułowa Głuptaska – chore dziecko i `głupia w Chrystusie` zarazem – swoją zmąconą świadomością góruje nad szaleństwem współczesności, aż po dziwnie swojskie widmo końca świata. Uniezwyklona narracja mogłaby się polskiemu czytelnikowi kojarzyć z ironicznie infernalną prozą Konwickiego. Ta sama fantasmagoria historii i ten sam znikomy cud doczesnego ocalenia."
Adam Pomorski

Newsletter

Patronat Ruslink.pl

„Śladem Okudżawy” to najnowsza płyta w wykonaniu Evgena Malinovskiego, trzecia w cyklu „Syberyjski bard zaprasza” więcej...

Czy wiesz, że ...

Wiktor Jerofiejew

Kontrowersyjny pisarz rosyjski, jeden z poczytniejszych autorów, który bezlitośnie wytyka wady własnego narodu i niszczy jego mity. więcej...

Jurij Gagarin

Kolumb Kosmosu, uśmiechnięty człowiek, którego twarz obiegła natychmiast cały świat, a prostoduszny okrzyk „Nu, pojechali!” wszedł na stałe do języka rosyjskiego. więcej...