Płotki giną pierwsze

(Шестёрки умирают первыми / Szestiorki umirajut pierwymi)

Aleksandra Marinina

gatunek: kryminał
tłumaczenie: Aleksandra Stronka
wydawnictwo: W.A.B.
rok wydania: 1995
rok wydania pol.: 2009
ISBN: 978-83-7414-559-6
liczba stron: 344
format: 12,3 x 19,5 cm
Płotki giną pierwsze to kolejny kryminał mistrzyni gatunku Aleksandry Marininej. Jaka sprawa spadnie tym razem na barki major Anastazji Kamieńskiej – najlepszego analityka w moskiewskim wydziale zabójstw? Znajomi mówią, że Nastia ma głowę jak komputer – obudzona w środku nocy, szczegółowo omówi każde morderstwo z ostatnich dziesięciu lat. Tworzy najbardziej nieprawdopodobne hipotezy. Bo też w świecie zbrodni możliwe jest wszystko. W okolicach Moskwy w cotgodniowych odstępach czasu zaczynają ginąć młodzi mężczyźni. Wszystko wskazuje na to, że to robota tego samego snajpera. W tym samym czasie Dmitrij Płatonow – pracownik wydziału MSW do walki z przestępczością zorganizowaną – zostaje oskarżony o zabójstwo kolegi i przyjęcie 250 000 dolarów łapówki. Płatonow domyśla się, że ma to związek z dochodzeniem w sprawie przekrętów jednego z zakładów w Uralsku-18. Co więcej, ktoś zamordował jego najlepszego tajnego agenta. Funkcjonariusz musi więc na jakiś czas zniknąć. Wprowadza się do przypadkowo poznanej młodej kobiety, która zgadza się mu pomóc. Major Kamieńska przeczuwa, że wszystkie te sprawy mogą mieć ze sobą coś wspólnego. Tylko czy zdąży znaleźć rozwiązanie nim będzie za późno? Marinina, wykorzystując swoje doświadczenie z pracy w rosyjskiej milicji, tworzy misternie skonstruowaną intrygę. Dawkuje napięcie. Mnoży komplikacje i hipotezy, by na końcu wszystko zgrabnie zamknąć w przejrzystą całość. Major Kamieńska zaś już dawno weszła do detektywistycznej elity – by wspomnieć choćby o Wallanderze Mankella czy naszym Eberhardzie Mocku.


[Wydawnictwo W.A.B.]
 
Kiedy pułkownika Mukijenkę wezwał do siebie generał, Artur Eldarowicz przygotował się na najgorsze. O to, że Płatonow zrobił go na szaro i ulotnił się w niewiadomym kierunku, pułkownik miał pretensje tylko do siebie, toteż idąc korytarzem po miękkim chodniku do gabinetu generała Zatocznego, nawet nie próbował wymyślić usprawiedliwienia dla swego błędu, postanowił po prostu mężnie przyjąć reprymendę.
Generała znał od dawna, ale nie był z nim zżyty, więc na przyjacielską wyrozumiałość specjalnie nie liczył. Mukijenko miał jednak pewną słabość, niewielką, zupełne głupstwo, ale kto o niej wiedział, mógł go pokonać, jak to się mówi, gołymi rękami. Artur Eldarowicz przeżywał prawdziwe męczarnie, gdy ktoś podnosił na niego głos. Od razu się gubił, dostawał wypieków na twarzy, pachy i dłonie mu wilgotniały, i w ogóle zaczynał się czuć nieswojo, szybkie i celne odpowiedzi gdzieś ulatywały, a świadomość, że się odsłonił i jest zupełnie bezradny, powodowała, iż stawał się agresywny. Pułkownik mógł z godnością znieść każdą, najbardziej nieprzyjemną rozmowę i załagodzić każdy konflikt, ale tylko pod warunkiem, że jego rozmówca był uprzejmy i opanowany. Niestety, to się nieczęsto zdarzało.
Tym razem Artur Eldarowicz miał szczęście. Generał Zatoczny, zanim zasiadł w fotelu ministra, pracował w pionie ekonomicznym wydziału śledczego i miał duże doświadczenie w kontaktach z pracownikami sfery gospodarczo-produkcyjnej, dyrektorami, kontrolerami, głównymi księgowymi, innymi słowy – ludźmi, których krzykiem i siłą się nie weźmie, można z nimi rozmawiać tylko półgłosem, inteligentnie, z subtelnym humorem, ledwie zauważalnymi szpilkami półsłówek prowokując ich do pochopnych wypowiedzi i zawoalowanych wyznań. Kiedy był jeszcze kapitanem i starszym pracownikiem operacyjnym w rejonowym komisariacie, jakiś dowcipniś powiedział dla żartu: „Im ciszej Zatoczny mówi, tym większe prawdopodobieństwo, że lada chwila rozmówca zatoczy się od ciosu zadanego słowem i padnie znokautowany”.
Generał miał jeszcze jedną „tajną” broń. Wiedział o niej każdy, kto go znał, uciec jednak przed nią nikomu się nie udawało. Iwan Aleksiejewicz Zatoczny umiał się uśmiechać. Ale nie byle jak, rozciągając usta w dyżurnym uśmiechu, podczas gdy oczy pozostawały puste i obojętne, lecz szczerze, radośnie, błyskając nieskazitelnie równymi zębami. Wydawało się, że w tym samym momencie jego żółte tygrysie oczy promienieją światłem jak dwa malutkie słoneczka, ogrzewając rozmówcę nieoczekiwanie delikatnym ciepłem, a twarz wyraża taką sympatię i dobroć, że nie sposób im się oprzeć. Trudno zliczyć tych, którzy złapali się na słynny uśmiech Zatocznego i w najbardziej decydującym momencie zapomnieli o ostrożności i o tym, jak niebezpieczny i nieprzewidywalny może być generał.
– Wejdź, Arturze – zwrócił się serdecznie do Mukijenki, wstając od biurka i podchodząc do niego z wyciągniętą ręką.
Pułkownik odpowiedział mocnym uściskiem dłoni i bacznie spojrzał na szefa. Raz kozie śmierć, postanowił i zapytał:
– Będzie się pan brał do bicia?
– Najpierw muszę się zorientować – z uśmiechem odparł Zatoczny. – Siadaj, proszę. Lubię informacje z pierwszej ręki, a nie przechodzone. Kiedy jakaś rzecz przejdzie przez dziesiątki rąk, nikt się już nie domyśli, jak wyglądała, gdy była nowa.
– Mam zacząć od początku?
– Od samiutkiego – przytaknął Iwan Aleksiejewicz.
– W ubiegłym tygodniu dotarł do nas sygnał od pracownika wydziału planowania finansowego jednego z zakładów w Uralsku-18 – zaczął Mukijenko, starając się, aby jego relacja była jasna, ale nierozwlekła – nazwiskiem Sypko. Osiem miesięcy temu Sypko zwrócił się do nas w sprawie nieprawidłowości stwierdzonych podczas inwentaryzacji sprzętu, między innymi elektronicznego, zawierającego domieszkę metali szlachetnych. Kontrolę zlecono podpułkownikowi Płatonowowi. Teraz Sypko monitował, że w związku z jego doniesieniem nie podjęto żadnych działań, przekręty nie zostały ujawnione, a winni ukarani. W Uralsku na polecenie Płatonowa zakładem powinien zajmować się kapitan Agajew. Dwa dni temu Agajew przyleciał do Moskwy, wezwany przez Płatonowa, mając przy sobie dokumenty dotyczące tych urządzeń. Przedwczoraj, we środę, Agajew spotkał się z Płatonowem. Tego samego dnia wieczorem został zamordowany. Wspomnianych dokumentów przy nim nie było, znaleziono natomiast dwie interesujące rzeczy. Depeszę od Płatonowa z wezwaniem do Moskwy i skrawek kartki z numerem konta bankowego i datą. Sprawdziliśmy numer i okazało się, że jest to konto firmy Natalie, na które tego dnia została przekazana kwota dwustu pięćdziesięciu tysięcy dolarów. Przelewu dokonała firma Artex, która w ubiegłym miesiącu ogłosiła samolikwidację. Szkopuł leży w tym, że Artex występuje w materiałach Płatonowa jako ta firma, przez którą z naruszeniem wszelkich przepisów prawa przechodziły spisywane na straty urządzenia z zakładu w Uralsku. A w firmie Natalie pracuje żona Płatonowa. Kiedy poprosiłem Płatonowa, aby zapoznał mnie z wszystkimi materiałami, dotyczącymi zakładu w Uralsku, wyszedł niby to do siebie po dokumenty i znikł. I to właściwie wszystko.
Mukijenko wstrzymał oddech i przygotował się na burę.
– Ależ nie, Arturze, nie wszystko – westchnął Zatoczny. – Jest coś jeszcze. Podejrzewasz, że pieniądze, które Artex odpalił firmie Natalie to łapówka dla samego Płatonowa. Tak?
– No, w zasadzie... – zaciął się pułkownik – ...chyba tak.
– I za co, twoim zdaniem, dostał łapówkę?
– Za to, żeby mataczył w sprawie dowodów i zatuszował nadużycia. Nie na darmo od ośmiu miesięcy sprawa nie ruszyła z martwego punktu.
– Jesteś pewien, że nie ruszyła?
– Nic nie wskazuje na to, żeby było inaczej – oświadczył Mukijenko. – Płatonow mógł mi pokazać wszystkie dokumenty. Wyciągnąłem do niego rękę, ale on wybrał ucieczkę. Jak mam to inaczej rozumieć?
– Cóż, każdy mierzy własną miarą. – Generał uśmiechnął się. – Tego się nauczyłem jeszcze w dzieciństwie. Pewnie oskarżyłeś go o zabójstwo? Dobra, nie ściemniaj, mów. Oskarżyłeś, tak?
– Nie wprost. Powiedziałem tylko, że pół godziny po tym, jak go widziano z Agajewem, kapitana znaleziono martwego.
– A on co na to?
– Nic. Chwycił się za serce.
– Jasne. A więc tak, Arturze, wpadliśmy w niezłe tarapaty. Zastanówmy się, jak się z tej opresji wydostać. Czy osobiście, nie jako pan naczelnik, ale jako człowiek, wierzysz w to, że Płatonow jest winien przyjęcia łapówki i zbrodni?
– Nie, panie generale. Nie wierzę – odparł stanowczo Mukijenko.
– Ja też nie wierzę. Więc po jaką cholerę straszyłeś go swoimi oskarżeniami?
Mukijence najwyraźniej ulżyło. Nawet zdobył się na uśmiech, tak bardzo naiwne wydało mu się pytanie generała.
– Chciałem go zmusić, żeby pokazał mi materiały. Przecież sam pan wie, Iwanie Aleksiejewiczu, że żaden porządny operacyjniak nikomu swoich materiałów bez potrzeby nie pokaże. Jedyny sposób, żeby do nich zajrzeć, to zdrowo delikwenta nastraszyć.
– I po co ci były te nieszczęsne materiały? Co chciałeś w nich zobaczyć?
– Chciałem się przekonać, panie generale, że Płatonow istotnie pracował nad sprawą uralskiego zakładu, a nie przez osiem miesięcy strugał wariata.
– Dlaczego, Arturze? – zapytał ze smutkiem Zatoczny. – Dlaczego musiałeś się o tym przekonać? Skąd się wzięły twoje obiekcje? Jakiś stuknięty Sypko oczernił Płatonowa, a ty już jesteś gotów zwątpić w uczciwość swojego podwładnego? Mój drogi Arturze, zrozum, tak nie wolno. Wszyscy stąpamy po kruchym lodzie. Rozejrzyj się dokoła, popatrz, jak niewielu nas zostało. Przecież pracujemy, nadstawiając tyłki, nie dla pieniędzy, nie dla odznaczeń, tylko dla idei i honoru munduru. To jeszcze nie wszystko. Pieniędzmi, które otrzymujemy za naszą pracę, można się podetrzeć, więcej na nic się nie zdadzą. Nie ma wśród nas przeciętniaków, czasy się zmieniły. Ci, których ocenialiśmy na trójkę czy czwórkę, dawno się pourządzali w handlu. Zostali tylko zwariowani idealiści i kanalie. Zauważ, że pierwszych jest o wiele mniej niż drugich. Dlatego za każdym razem, gdy licho zacznie cię kusić, pomyśl przede wszystkim o tym, że jeśli będzie to człowiek z najwyższej półki – śmiertelnie go obrazisz i stracisz pracownika oraz towarzysza, a jeśli będzie kanalią – spłoszysz swoimi bezpośrednimi pytaniami i oskarżeniami. I tak źle, i tak niedobrze. Zupełnie nie znasz swojego Płatonowa, pracujesz dopiero trzy miesiące, nie jesteś w stanie określić, do której kategorii się zalicza. Nie trzeba było od razu przystawiać mu noża do gardła, mogłeś przyjść z tym do mnie, poradzić się, razem coś byśmy wykombinowali. A ty...
Generał Zatoczny machnął ręką z goryczą. Mówił bardzo cicho, ledwie dosłyszalnie, toteż wydawało się, że nie jest zły, tylko zmartwiony, jeszcze chwila i wybuchnie płaczem. Mukijenko poczuł się nawet w pewnym momencie niezręcznie i zaczął wyrzucać sobie w duchu, że wytrącił generała z równowagi, doprowadzając go niemal do łez. Ale w następnej chwili zdał sobie sprawę, że generał po prostu wykorzystuje kolejną „tajną” broń, o której wszyscy wiedzieli, a mimo to dawali się podejść. Mało brakowało, żeby on, Mukijenko, też dał się nabrać.
– Kto prowadzi sprawę zabójstwa Agajewa? – zapytał generał.
– Pietrowka zabrała. Ale ponieważ Agajew nie jest moskwianinem, na pewno zmontują grupę, ściągną kogoś z centrali. Tym bardziej że figuruje tam nasz Płatonow.
– Posłuchaj, co o tym myślę, Arturze – nadal przyciszonym głosem ciągnął Zatoczny. – Jeśli Płatonow istotnie się sprzedał, to oczywiście kiepska sprawa, obaj przegapiliśmy ten fakt, ale pozostali wcale nie muszą o tym wiedzieć. Osoby ciężko chore poddaje się kwarantannie. Mam rację?
Mukijenko kiwnął w milczeniu głową, nie rozumiejąc jeszcze, dokąd generał zmierza.
– Jeśli natomiast twój Dmitrij jest czysty, musimy zrobić, co w naszej mocy, żeby pomóc mu oczyścić się z zarzutów. Nie czekać, aż zrobią to geniusze z Pietrowki, lecz dołożyć wszelkich starań z naszej strony. Trzeba tak to zorganizować, aby w grupie dochodzeniowej, rozpracowującej zabójstwo Agajewa znalazła się osoba, której możemy obaj zaufać. To powinien być, po pierwsze, prawdziwy fachowiec, żeby umiał poradzić sobie z tą historią, a po drugie, nie może źle życzyć Płatonowowi i szukać na niego haka. Masz takiego człowieka na widoku?
– Nie, Iwanie Aleksiejewiczu. Powiedział pan przecież, że jestem tu niedawno, ludzi znam słabo.
– W takim razie sam go wybiorę. W sąsiednim wydziale jest podpułkownik Rusanow. Wiem, że się przyjaźni z Płatonowem, na dodatek znają się obaj wiele lat. Jeśli nie masz nikogo lepszego, będę się domagał, aby to on współpracował z Pietrowką. To dobry śledczy, z głową na karku. Jeśli Płatonowa można uratować, on tego dokona. No, a jeśli nie...
Zatoczny znowu cicho westchnął, potarł ręką czoło i spojrzał na Mukijenkę tak, jakby łączyła ich serdeczna przyjaźń, więc teraz on, generał Zatoczny, zamierza zawierzyć mu najskrytszą tajemnicę.
– Jeśli nie, to pozostaje tylko mieć nadzieję, że brudy, które wywlecze, nie wyjdą na jaw. Rusanow umie trzymać język za zębami, wiele razy się o tym przekonałem. W razie potrzeby milczy jak grób. Można na nim polegać. No jak, Arturze? Odpowiada ci takie rozwiązanie?
– Oczywiście, Iwanie Aleksiejewiczu. Dziękuję – powiedział z wdzięcznością pułkownik. – Przyznaję, że zawiniłem.
– Przestań. – Zatoczny się skrzywił. – Błędy trzeba naprawiać, bicie się w pierś nic nie da. Nie zadręczaj się, Arturze. Twój Płatonow sam popełnił głupstwo, jeśli jest niewinny, to po co uciekał? Wyjaśnił ci chociaż pochodzenie pieniędzy na koncie firmy żony?
– Powiedział, że nic na ten temat nie wie.
– Zupełnie nic?
– Zupełnie. Że pierwszy raz o tym słyszy.
– To niedobrze. W porządku, Arturze, będziemy działać. Wszczęto już poszukiwania Płatonowa?
– Tak jest. Dzisiaj rano widziałem list gończy.
– Spryciarze! – Na twarzy generała pojawił się niedobry uśmiech. W kieszeni zabitego znajdują oczywiście depeszę od jakiegoś Płatonowa z MSW z wezwaniem do Moskwy, a sam Płatonow ulatnia się nie wiadomo gdzie. Nic dziwnego, że jest głównym podejrzanym. Co za gówno! A co na to żona?
– Mówi, że przyszła wczoraj z pracy i odsłuchała pozostawioną przez męża wiadomość na automatycznej sekretarce, że pilnie wyjeżdża w delegację, nie wie, kiedy wróci, będzie się kontaktować.
– Co z lokalami konspiracyjnymi Płatonowa?
– Puste. Urządziliśmy zasadzki.
– Może ma kochankę?
– Już ją sprawdziliśmy. Nic nie wie. Płatonow nawet samochód zostawił przed ministerstwem.
– Tak? Czyli że nie jest głupi – skonstatował zmęczony Zatoczny. – No cóż, cała nadzieja w Rusanowie. Najlepiej, jak będzie go osłaniał, bo i tak śledczy z Pietrowki nawyszukują dowodów do diabła i trochę, no a jeśli Płatonow jest niewinny, Rusanow go z tego wyciągnie. Jestem pewien.
Dwie i pół godziny zajęło generałowi Zatocznemu włączenie starszego oficera operacyjnego wydziału do walki z przestępczością gospodarczą, Siergieja Rusanowa, w skład grupy dochodzeniowo-śledczej, utworzonej w celu wykrycia i wyjaśnienia zabójstwa kapitana Wiaczesława Agajewa.


[copyright by W.A.B.]
 

Newsletter

Patronat Ruslink.pl

„Śladem Okudżawy” to najnowsza płyta w wykonaniu Evgena Malinovskiego, trzecia w cyklu „Syberyjski bard zaprasza” więcej...

Czy wiesz, że ...

Wiktor Jerofiejew

Kontrowersyjny pisarz rosyjski, jeden z poczytniejszych autorów, który bezlitośnie wytyka wady własnego narodu i niszczy jego mity. więcej...

Jurij Gagarin

Kolumb Kosmosu, uśmiechnięty człowiek, którego twarz obiegła natychmiast cały świat, a prostoduszny okrzyk „Nu, pojechali!” wszedł na stałe do języka rosyjskiego. więcej...