W rajskiej dolinie wśród zielska
Jacek Hugo-Bader
tłumaczenie:
wydawnictwo: Czarne
rok wydania:
rok wydania pol.: 1970
ISBN: 978-83-7536-117-9
liczba stron: 400
format: 133x215 mm
Rajską doliną jest były Związek Radziecki wspominany przez bohaterów reportaży Jacka Hugo-Badera jako kraina mlekiem i miodem płynąca. Mleko było wprawdzie chudziutkie, a miód rzucano do sklepów tylko z okazji świąt państwowych. Nostalgia jednak pozostała i wyłazi wszystkimi szparami betonowych bloków na prowincji i eleganckich domów z cegły w miasteczku kosmonautów pod Moskwą. "Rosyjska dusza jest jak spaniel, nawet jak mu jest wesoło, ma mordę rozpaczliwie smutną" - pisze autor. I maluje obrazki z byłego imperium tak plastycznie, że niemal czuje się dym biełomorów, najtańszych papierochów, przez które kolejni dwaj mężowie Sofii Pietrowny z Workuty zmarli na raka, i smród wódki 'Stolicznej' od rosyjskiego generała w Czeczenii.
Anna Żebrowska
Rosja
Towarzysz Kałasznikow
Nie znalazłem go w czerwonej „Księdze radzieckich geniuszy nauki” z 1954 roku, w biurze meldunkowym, na liście lokatorów, wśród przodowników pracy w fabrycznej gablocie. W najnowszej radzieckiej encyklopedii nie napisali nawet, w jakiej mieszka republice, nie zamieścili zdjęcia. Portrieta niet – znaczy tajny. W 1949 roku Kałasznikow otrzymuje Nagrodę im. Stalina. Odbiera ją z rąk samego generalissimusa. W 1971 roku zostaje doktorem nauk technicznych, członkiem Leningradzkiej Akademii. Nigdy nie ukończył żadnego instytutu.
Iżewsk to brzydkie miasto na Uralu. W centrum ogromna wieża z żelaznych belek – iżewska odmiana wieży Eiffla. Do puczu w 1991 roku miasto było zamknięte. To taka radziecka specjalność. W środku kraju miasto, ale z jakichś powodów nie wolno tam wjechać, jakby otoczone było granicą. W tym kraju do tej pory są takie miasta.
Iżewsk to stolica rosyjskiego przemysłu zbrojeniowego. Rzecz jasna nie ma fabryki czołgów, karabinów czy samochodów pancernych. To kolejna radziecka specjalność. Czołgi składa się tutaj w fabryce snopowiązałek, rakiety w fabryce samochodów, armaty w zakładach wytwórczych maszyn dziewiarskich (w Tule np. karabiny produkują w fabrykach samowarów). W jednej z iżewskich fabryk broni pracuje, mimo emerytury, 74-letni Michaił Timofiejewicz Kałasznikow, konstruktor.
Garnitur konstruktora
– Jak by tu zacząć, Michaile Timofiejewiczu? Może tak: który automat jest najlepszy na świecie?
– Niech pan zapyta matkę, które dziecko jest najmądrzejsze. Oczywiście, że jej.
– A jak będzie wyglądał automat XXI wieku?
– Nie wiem. Amerykanie twierdzą, że do 2025 roku najlepszy będzie kałasznikow, a potem się zobaczy. Ciągle pracuję. A wie pan, dlaczego mój automat jest taki popularny? Bo jego idea to dar żołnierza dla żołnierza. Najważniejsza jest prostota, ale nie dlatego, że byłem niegramotny, nie. Cała trudność w pracy konstruktora to zrobić coś nieskomplikowanego. Konstrukcje skomplikowane są łatwe do zaprojektowania.
– Dlaczego w 1974 roku przystosował pan swój karabinek do amunicji o kalibrze 5.45?
– Dlatego, że Amerykanie zaczęli używać takiego w Wietnamie.
– Ale wtedy w całym ZSRR podniosły się protesty przeciwko niemu. Sami mówiliście, że to barbarzyńska, niehumanitarna broń. Jej pociski rozrywają się w ciele ofiary, straszliwie okaleczają…
– O, już pan widzi, dlaczego nie chcę rozmawiać z dziennikarzami? Bo głupoty piszecie.
Kałasznikow się zdenerwował. On rzeczywiście prawie nigdy nie rozmawia z dziennikarzami. Zrobił wyjątek dla „Ogonioka” i teraz dla „Gazety Wyborczej”.
– Jak pojechałem do Ameryki, napisali, że sam w domu sprzątam. To coś złego, że nie mam służby? Albo że nie mam porządnego garnituru. Wielki bohater, laureat tylu nagród, a nie ma garnituru. I po co o tym pisać? Pan, kiedy jechał do mnie, kupił nowe ubranie? O, widzę, że nie. Miał pan rację.
Spojrzenie konstruktora
– W jakich warunkach pracował pan przed laty?
– Nie nosili mnie na rękach. Szedłem ciernistą drogą. Wyobraźcie
sobie. Jest rozpisany konkurs na automat i staje do
niego taki Diegtariew – generał, Simonow – także generał, Szpagin
– sławny konstruktor i w tym towarzystwie sierżancina jakiś
plącze się pod nogami.
– Sam pan planował pracę?
– Tak. Nie miałem żadnych pomocników, wiele prototypów
zrobiłem własnoręcznie, podobnie jak AK‑47.
Pracę rozumiałem zawsze jako pracę dla narodu – mówi Kałasznikow i poważnieje. Ojczyzna, naród, praca to dla niego święte słowa. Kiedy je wymawia, spogląda jakoś tak po proletariacku. Chociaż mały, w kapciach i wciśnięty w kąt przy pianinie, dumnie wstrząsa zaczesanymi do góry siwymi włosami i patrzy na mnie trochę z góry.
– Jak czuł się pan w latach stalinowskich? Jak wolny człowiek?
– Nagroda stalinowska to było wielkie wyróżnienie. Kto ją dostał, z tym się liczyli.
– Mógł pan wypowiadać swoje zdanie?
– Zrozumcie, głównym konstruktorem mógł być tylko ten, który swoją ideą umiał zarazić cały kolektyw. Mnie się to udało.
– Na litość boską, Michaile Timofiejewiczu, mówię o tym, że w tamtych czasach rządzili politrucy, komisarze. W waszym biurze pewnie też.
– Partia sprawowała kierowniczą funkcję w każdej dziedzinie, nie widzę niczego złego w kierowniczej roli naszej partii. Wierzyliśmy w nią. Tak nas wychowano, no i jestem komunistą do dzisiaj.
– Widzę, że pracował pan w innych warunkach niż konstruktorzy samolotów z lat Wielkiej Wojny Ojczyźnianej.
– No nie, gdzie mi się równać z konstruktorami samolotów. Kałasznikow bardzo źle słyszy. Choroba zawodowa. Ogłuchł od ciągłego strzelania. Siedzimy przy stole naprzeciw siebie, a wrzeszczymy, jakbyśmy byli w innych pokojach. Często, gdy czegoś nie rozumie albo nie chce zrozumieć, udaje, że nie słyszy.
– Oni pracowali w łagrach – naciskam. – W ekskluzywnych, ale łagrach. W takich złotych klatkach. Nie słyszał pan o tym?
– Ja tam u nich nie bywałem – ucina.
(...)
Zamknij okno
Newsletter
Patronat Ruslink.pl
„Śladem Okudżawy” to najnowsza płyta w wykonaniu Evgena Malinovskiego, trzecia w cyklu „Syberyjski bard zaprasza” więcej...Czy wiesz, że ...
Wiktor Jerofiejew
Kontrowersyjny pisarz rosyjski, jeden z poczytniejszych autorów, który bezlitośnie wytyka wady własnego narodu i niszczy jego mity. więcej...Jurij Gagarin
Kolumb Kosmosu, uśmiechnięty człowiek, którego twarz obiegła natychmiast cały świat, a prostoduszny okrzyk „Nu, pojechali!” wszedł na stałe do języka rosyjskiego. więcej...