Wywiad z Kopciuszkiem
21.12.2010Przedstawiamy wywiad z Aleksandrą Liaszenko, pierwszą solistką Teatu Wielkiego Opery Narodowej w Warszawie, odgrywającą tytułową rolę w "Kopciuszku" w inscenizacji Fredericka Ashtona.
ALEKSANDRA LIASZENKO jest absolwentką Państwowej Szkoły Baletowej i Akademii Baletu w Charkowie na Ukrainie. Od samego początku jej kariery wyróżniała się niezwykłym talentem, zdobywając wiele pierwszych nagród na międzynarodowych konkursach na Ukrainie:
▪ I miejsce na Konkursie Baletowym w Arteku (2002)
▪ I miejsce na Konkursie Baletowym w Charkowie (2004)
▪ II miejsce na konkursie baletowym w Kijowie (2007).
Jeszcze jako uczennica Akademii podjęła pracę w Teatrze Wielkim Opery i Baletu w Charkowie. W 2007 roku zaczęła tańczyć w Operze Bałtyckiej w Gdańsku jako solistka baletu. Od stycznia 2008 roku była solistką baletu w Teatrze Wielkim im. Stanisława Moniuszki w Poznaniu, natomiast od 2009 roku jest pierwszą solistką w Teatrze Wielkim Operze Narodowej w Warszawie.
Dotychczas kreowała takie baletowe role, jak: Klara w Dziadku do orzechów, Kopciuszek, Julia w Romeo i Julii, Izolda w Tristanie, Księżniczka Aurora i Księżniczka Florina w Śpiącej królewnie, Nikija, Cienie-Solistki i Pas d'action w Bajaderze.
Występowała gościnnie na licznych światowych scenach, m.in. w Hiszpanii, Portugalii, Francji, Austrii, Japonii, Egipcie, Chinach i na Tajwanie.
Ruslink.pl: Kim jest Kopciuszek? Kim dla Pani jest ta postać?
Aleksandra Liaszenko: Ja naprawdę bardzo lubię tę postać – Kopciuszka i ten spektakl, ponieważ w każdym z trzech aktów należy ją różnie zagrać. W pierwszym akcie ona jest taka mała i delikatna, biedna, wszystko to, czego pragnie, pozostaje w sferze marzeń. W drugim akcie jest już inna - jak księżniczka, ponieważ na balu tańczy z Księciem. W trzecim akcie znów powraca do swojej poprzedniej roli z pierwszego aktu – biednej dziewczyny, która jednak pamięta o wszystkim, co się działo na balu. Myślę, że Kopciuszek Fredericka Ashtona to bardzo udana choreografia i bardzo cieszę się, że taki balet w ogóle powstał – kiedy byliśmy mali wszyscy znaliśmy Kopciuszka jako baśń. I ja tę baśń bardzo lubiłam. Teraz, kiedy mogę ten balet zatańczyć, jest to niezwykłe przeżycie.
O choreografii sir Fredericka Ashtona mówi się, że przeznaczona jest do bardzo różnorodnej widowni, w tym również albo przede wszystkim dla dzieci. Czym według Pani jest to spowodowane?
Myślę, że balet ten nie jest tylko dla dzieci. Dla dzieci najzabawniejsze są siostry Kopciuszka. Słyszałam o dziewczynce, która przez trzy godziny spektaklu, a to przecież bardzo długo, jedynie kręciła się w miejscu, nie spoglądała na scenę. Podobała jej się muzyka. I to jest naprawdę wspaniałe, bo muzyka Siergieja Prokofiewa nie jest taka łatwa, szczególnie do tańczenia. Dlatego cieszę się, że dzieciom podoba się nie tylko taniec i bajkowe dekoracje, ale i muzyka. Natomiast widzom dorosłym trzeba wszystko przekazać w tańcu, ponieważ znają już treść sztuki. Bardzo ważne jest również aktorstwo. Pokazanie jedynie technicznych rzeczy nie wystarcza, na scenie ważniejsze nawet od tańca jest przekazanie emocji. Ważne jest, by publiczność, która czasem nie zna się na balecie, wiedziała i zrozumiała „o czym się tańczy”. Oczywiście niezwykła dekoracja i kostiumy również robią na nich wrażenie.
Wróćmy do Prokofiewa, o którego muzyce powiedziała Pani, że jest nie jest łatwa. Jest ona także niezwykle obrazowa i wyobrażeniowa, zaś w linii melodycznej Prokofiewa opowiedziana jest cała historia. Czy dla Pani jako tancerki praca taką muzyką jest trudniejsza czy łatwiejsza?
Czasami mówi się, że muzykę Prokofiewa trzeba "liczyć". Nie wszystko jest tam proste: na raz, dwa, trzy, cztery. Naraz muzyka potrafi przejść w nową frazę i w inną rytmikę. Należy tej muzyki słuchać i tę muzykę zrozumieć. Staram się tak robić.
Muzyka Prokofiewa sama już sobą wiele wyraża, wydaje się być tak pełna, że nie pozostaje w niej wiele miejsca na interpretację.
W wariacjach i w pas de deux rzeczywiście trzeba robić dokładnie to, co nakazuje choreografia. Lecz kiedy Kopciuszek pozostaje sam, w pokoju czy w kuchni, gdzie snuje swoje marzenia, tam jest tak wiele muzyki, że można również grać – nie tylko tańczyć, np. w scenie z miotłą, kiedy Kopciuszek wyobraża sobie Księcia. W takich scenach jest tak wiele emocji i mnóstwo miejsca na pokazanie czegoś od siebie.
Na pewno pomaga w tym partner, z którym się tańczy. Pani partneruje Maksim Wojtiul...
Z Maksem tańczy mi się bardzo dobrze. Oczywiście również dlatego, że jest on pierwszym solistą i długo już tańczy w Teatrze Wielkim, ale i przez to, że już wcześniej odgrywałam z nim wiele partii – ostatnio w Śpiącej Królewnie.
Na początku nie wiedziałam, w której z pięciu obsad będę tańczyła. Kiedy przyjechała do nas pani Wendy Ellis Somes, kazała nam dobrać się w pary. Wszyscy tancerze różnią się bardzo od siebie - jest trzech różnych Książąt i trzy różne Kopciuszki. Każdy jest inny i przez to też inaczej tańczy, każdy daje co innego od siebie i inaczej siebie na scenie pokazuje. Już w trakcie prób pani Wendy wiedziała, jaka będzie ostateczna obsada.
Są w balecie również siostry. Co pani sądzi o nowatorskim pomyśle Fredericka Ashtona, by w rolach złych sióstr obsadzić mężczyzn?
Myślę, że to wspaniały pomysł. Chłopcy często naśladują dziewczęta, patrząc na nie z boku, kopiują je, czasem więcej rzeczy dostrzegają. Dla widowni jest to na pewno bardzo ciekawe doświadczenie i może niekiedy jeden z powodów, dla którego niektórzy chcą obejrzeć ten balet. Siostry też różnią się między sobą. Pierwsza jest naiwna, niemądra i całkowicie podporządkowana swojej drugiej siostrze - stanowczej i zaciętej. Uważam, że dla samych tancerzy było to również niezwykle interesujące.
Jak wyglądała pani współpraca z Wendy Ellis Somes, jedyną osobą, posiadającą prawo do wystawiania "Kopciuszka" w choreografii Fredericka Ashtona?
Współpraca z panią Wendy przebiegała bardzo dobrze. Dbała ona o szczegóły, o to, byśmy realizowali wszystko od początku do samego końca, ale i pracowali nad kondycją. Wariacja, którą tańczyłam nie była taka łatwa, ponieważ na jej końcu są do wykonania dwa koła. Rzeczywiście wymagało to wiele pracy i motywacji ze strony pani Wendy. Chciała ona nam przekazać nie tylko choreografię Ashtona, ale i jego styl, który jest najważniejszy w balecie Ashtona. Dbała o to, byśmy nie stawiali nóg zbyt wysoko, by figury - arabeski czy ecarté były w pozycji 45 stopni. Bardzo dużą wagę przywiązywała do takich detali, które budują styl Ashtona.
Kiedy pracowała pani na Ukrainie w Charkowskim teatrze baletu i opery występowała już pani w roli Kopciuszka, również do muzyki Siergieja Prokofiewa, lecz w inscenizacji rosyjskiego choreografa Igora Czernyszowa. Czym różniły się te dwie postacie i te dwie inscenizacje?
Byłam jeszcze małą dziewczynką, kiedy Czernyszow opracował tę choreografię. Myślę, że zatańczyłam każdą partię w tym balecie – od samego dzieciństwa odgrywałam różne role aż do roli Kopciuszka. Pomimo takiej samej historii, balet Czernyszowa był łatwiejszy – zarówno pod względem choreografii, jak i technicznie. Jednak bardziej odpowiada mi choreografia Ashtona – była zdecydowanie trudniejsza do wykonania, więcej się nauczyłam podczas pracy nad rolą, mocno mi również pomogła współpraca z panią Wendy Somes. To było dla mnie bardzo ważne i cenne doświadczenie.
Przeniosła się pani z Ukrainy do Polski, do polskich teatrów. Czy media ukraińskie się panią interesują po licznych sukcesach w Polsce? W końcu jeszcze w Charkowie była pani bardzo cenioną artystką.
Media nie za bardzo się mną interesują, ale co roku odwiedzam teatr w Charkowie, dyrektora i wszystkich pedagogów. Jednak nie żałuję, że przyjechałam. W tamtym czasie miałam kilka propozycji angażu w różnych teatrach, ale wybrałam Polskę. Podoba mi się tutaj.
Teatr Narodowy to już trzeci pani polski teatr. Najpierw był Gdańsk, potem Poznań, a na końcu Narodowa Scena. Jak się pani pracowało w każdym z nich?
W teatrze w Gdańsku spędziłam tylko trzy miesiące i nie zatańczyłam tam wiele. To był dopiero początek znajomości z Polską. Kiedy przyjechał pan Emil Wesołowski, wówczas dyrektor Teatru Wielkiego w Poznaniu, i zaproponował mi od razu rolę Julii w Romeo i Julii, przyjęłam jego propozycję. W Poznaniu pracowałam półtora roku i zatańczyłam tam o wiele więcej partii. Jakiś czas później, na konkursie w Gdańsku poznałam dyrektora Krzysztofa Pastora, który namówił mnie na przyjazd do Warszawy. W każdym miejscu jednak pracowało mi się bardzo dobrze i tańczyłam z bardzo dobrym zespołem.
Sam balet to bardzo specyficzne widowisko teatralne, w dzisiejszych czasach niepopularne i pozostające raczej w tej ekskluzywnej sferze. Czy wydaje się pani, że może on dotrzeć do szerokiej widowni?
Taniec ostatnio stał się niezwykle modny – widać to w popularnych telewizyjnych show. To bardzo wielki sukces tańca. Balet jest podstawą i początkiem wszelkich tańców modernistycznych i nowoczesnych. I musi tak nadal być, ponieważ bez klasyki nic będzie tak wyglądało tak, jak powinno. A sam balet, jak mi się wydaje, pozostanie baletem i będzie stanowił pewną szczególną część tańca, nie będzie niczym komercyjnym. Ludzie nadal będą chodzili do wielkich teatrów, by oglądać balet na scenie.
Balet narodził się już bardzo dawno i wspaniałe jest to, że tradycje baletu klasycznego cały czas funkcjonują. Ciekawe są również zmiany w balecie, przekraczanie pewnych granic i stylów. Kiedy pracowałam w Charkowie, mieliśmy wielki repertuar – dużo baletów na wielkiej scenie, lecz były to jedynie balety klasyczne. Jak przyjechałam do Polski, zauważyłam, że więcej jest tu baletów współczesnych. W Teatrze Wielkim również – mamy i klasyków, i choreografię dyrektora Krzysztofa Pastora. To trochę inny styl, ale nie mam z nim problemów. Na scenie teatru wystawiane są również balety modernistyczne – np. ostatnie W poszukiwaniu kolorów Jacka Tyskiego.
Zagrała pani już bardzo wiele ról. Którą z nich wspomina pani najlepiej?
Już jak miałam 15 lat zatańczyłam rolę Kopciuszka i Klarę z Dziadka do orzechów. Uwielbiam też partię Rzodkiewki z baletu dla dzieci Cippolino Karena Chaczaturiana. Natomiast od dawna już chciałabym zatańczyć Kitri w Don Kichocie. Udało mi się tańczyć osobno i wariację, i pas de deux z Don Kichota, lecz nie w całości. To rola, którą chciałabym zatańczyć najbardziej.
Warszawa, 20 grudnia 2010 r.
Newsletter
Patronat Ruslink.pl
„Śladem Okudżawy” to najnowsza płyta w wykonaniu Evgena Malinovskiego, trzecia w cyklu „Syberyjski bard zaprasza” więcej...Wiktor Jerofiejew
Kontrowersyjny pisarz rosyjski, jeden z poczytniejszych autorów, który bezlitośnie wytyka wady własnego narodu i niszczy jego mity. więcej...